Podsumowanie listopada i grudnia 2021, nie tylko na blogu

Trudno to inaczej określić, ale ostatnie dwa miesiące do najlepszych w minionym, generalnie z powodu pandemii i tak średnio udanym roku nie należały. Problemy zdrowotne nieco popsuły nam (mnie w szczególności) końcówkę roku, uniemożliwiając jednocześnie spędzenie Świąt w nieco innym otoczeniu niż łódzka szarzyzna. Warto dodać, iż ku wielkiemu rozczarowaniu Młodego. Ale jak to mówią, co się odwlecze… 😉

Aby jednak tradycji stało się zadość, zacznę od odrobiony statystki 🙂 W listopadzie i grudniu 2021 opublikowałam 8 wpisów, z których 5 najchętniej czytanych to:

Natomiast lista 5 najchętniej czytanych wpisów z kategorii Czym się bawimy wygląda następująco:

A ponieważ właśnie zakończyliśmy rok 2021, w ramach podsumowania 5 najchętniej czytanych wpisów z tamtego roku to:

W listopadzie udało nam się zrealizować jeden z naszych planów, konkretnie ten dotyczący wyjścia z Młodym do teatru. Być może pamiętacie, że Dżordż w ostatnim czasie wyraził chęć i zainteresowanie takiego wypadu. Kiedy zatem w repertuarze Arlekina pojawił się Tomcio Paluszek – Gdzie ten maluszek? nie zwlekaliśmy z decyzją o zakupie biletów 🙂 Niestety, do teatru moi panowie wybrali się, wbrew wcześniejszym założeniom, jedynie we dwóch, mama tym razem zmuszona była pozostać w domu. A dlaczego – o tym za chwilę.

Zgodna relacja obu widzów sprowadzała się do tego, że Młodemu spektakl bardzo się podobał i nie może się wręcz doczekać kolejnej wizyty w teatrze. Nic tylko się cieszyć 😉 Kolejne wyjście mamy już zaplanowane na luty. Obym tylko tym razem również mogła pójść i żadne niespodziewane wydarzenia mi w tym nie przeszkodziły…

No właśnie, cóż takiego się ze mną stało, że nie mogłam pójść? Otóż dość gwałtownie i drastycznie odnowiło mi się zapalnie żołądka, i to tak, że przez większą część weekendu miałam koszmarne wręcz nudności. Nawet specjalne tabletki nie bardzo pomagały, generalnie byłam więc wyłączona z “użycia” przez cały czas, bo na nic zwyczajnie nie miałam siły. Skończyło się niedzielnym wieczorem spędzonym na izbie przyjęć… I to po blisko godzinnym rajdzie w poszukiwaniu szpitala, którego funkcjonowania akurat nie zaburzył covid… Teraz już jest na szczęście dobrze, po intensywnej kuracji i diecie. Ale ukochaną kawę musiałam pożegnać na dłuuugi czas 🙁

Kilka dni po moim zdrowotnym incydencie wraz z Młodym zawitaliśmy do laryngologa. Do wizyty skłoniło nas ciągłe wrażenie zapchanego nosa u Dżordża, jego mówienie “przez nos”. Powodem okazały się być rozpulchnione migdałki, dlatego teraz Pierworodny łyka syropy, dostaje kropelki itd. , tak aby w późniejszym okresie nie trzeba było niczego wycinać. Kuracja zdaje się działać, a w styczniu czeka nas wizyta kontrolna. Zatem jeśli Wasze dziecię niby ma “zapchany” nos, ale nic za tym nie idzie, warto się tym problemem zainteresować.

W ramach pocieszenia po wizycie, jak by nie było, u lekarza, za którymi mój syn nie przepada, wybraliśmy się we dwójkę do Muzeum Przyrodniczego Uniwersytetu Łódzkiego. Wizytę w tym niewielkim, niepozornym, mieszczącym się nieco na uboczu (konkretnie w parku im. Sienkiewicza) muzeum planowaliśmy od dłuższego czasu, ale zawsze tak jakoś było nam nie po drodze.

Muzeum, choć niewielkie, jest bardzo ciekawe, ładnie urządzone z bogatą kolekcją eksponatów. Co prawda kolekcja paleontologiczna jest raczej skromna, za to znajdziemy tu mnóstwo zwierząt współcześnie występujących. W muzeum znajdziemy kilka tablic interaktywnych (niestety nie wszystkie działały podczas naszej wizyty) oraz interaktywny globus, który z pewnością przypadnie do gustu dzieciom. Szkoda tylko, że nie ma choć jednego podestu dla nieco mniejszych dzieci, tak by same mogły sobie coś na ekranie czy w wyższej partii globusa nacisnąć. Trzymanie pięciolatka na rękach w takich chwilach nie jest zbyt komfortowe ani dla niego ani dla opiekuna. Minusem, z punktu widzenia najmłodszych odwiedzających, jest natomiast w zasadzie zerowa ilość eksponatów, których dzieci mogą dotknąć.

Warto podkreślić, że wnętrze obiektu dostosowano do potrzeb osób niepełnosprawnych (jest winda). Podsumowując, jest to jedno z najfajniejszych i najciekawszych muzeów, jakie Łódź ma w swojej ofercie, które warto odwiedzić, zwłaszcza z dzieckiem ciekawym świata i głodnym wiedzy.

Udało nam się zrealizować również kolejny z naszych planów, a mianowicie zakup nieco bardziej “wypasionego” kalendarza adwentowego, który tym razem nie zawierał w sobie czekoladek 🙂 Po kilku dniach grzebania w Internecie wybór ograniczył się do dwóch propozycji od Playmobil, z których Młody wybrał swój typ, a konkretnie Pracownię Świętego Mikołaja.

Klocki Playmobil 9264 Kalendarz Adwentowy Pracownia Świętego Mikołaja - zdjęcie 1

Kalendarz okazał się fantastyczny, znajdziemy tu mnóstwo elementów do stworzenia bogato wyposażonej pracowni Mikołaja. Szczęcie dziecka było więc przeogromne, ale nieco trudności sprawiło wytłumaczenie Młodemu, że niestety nie może otworzyć wszystkich okienek na raz 😀 Niezadowolenie było początkowo ogromne, choć przy wariancie kalendarza z czekoladkami takich trudności nie było. Ale czekolada to czekolada, a tu są przecież zabawki 😀

Niemniej jednak po ok. 3 dniach Dżordż zaakceptował zasady i miał z kalendarza naprawdę wiele frajdy. Tego typu zabawka to świetny trening dla wszystkich dzieci, które, tak jak Młody, mają problem z cierpliwością. A w przypadku tego zestawu naprawdę jest na co czekać 🙂

Już na początku grudnia postanowiliśmy wprowadzić się w świąteczny nastrój i stosownie udekorować mieszkanie, głównie pokój Młodego 😉 Nam dorosłym wystarczyła choinka 😉 Tym razem wyciągnęliśmy naszą sztuczną choinkę, nie chcąc kupować żywego drzewka skoro i tak miało nas w Święta nie być.

Młody bardzo aktywnie uczestniczył w ubieraniu obu drzewek, bardzo mu zależało na powieszeniu jak większej liczby bombek. Głównie sam natomiast przyklejał świąteczne naklejki. Wspólnie robiliśmy również papierowe bombki, Pierworodny odpowiadał za nawlekanie 🙂 Nie ma się co oszukiwać, rozpierała go duma z własnej samodzielności 😉

Jak co miesiąc, uczestniczyliśmy w dedykowanych przedszkolakom warsztatach Centralnego Muzeum Włókiennictwa. Tym razem dzieciaki wraz z rodzicami robiły bazę (to było prawdziwe szaleństwo, a Młody pokochał worek sako 😀 ) i ozdoby świąteczne 🙂

Grudzień uszczęśliwił nas odrobiną śniegu, w tym białymi Świętami, odkopaliśmy zatem sanki Młodego i korzystaliśmy z zimowej pogody 🙂 Konkretnie wtedy, kiedy skończyły nam się kwarantanny i izolacje 😉 Najpierw bowiem Młodego objęła kwarantanna przedszkolna, a potem Pan Mąż okazał się mieć pozytywny wynik na COVID. Po kilku dniach trafiło i mnie. Pierworodny, mimo trzech testów, każdorazowo okazał się negatywny. Tym cudnym sposobem zamiast wyjechać na Boże Narodzenie do Amsterdamu zostaliśmy w Łodzi z brakiem możliwości opuszczania mieszkania do Świąt (dla niektórych włącznie).

Niektórzy postanowili sobie nieco osłodzić ten czas izolacji 😉

W grudniu postanowiliśmy również otworzyć naszą ptasią stołówkę oraz zamontować karmnik. Największym zainteresowaniem cieszą się orzeszki 🙂

Ogromnym wydarzeniem i przeżyciem był dla Młodego Sylwester. A konkretnie fajerwerki. Bardzo zależało mu by zobaczyć nocne widowisko, dlatego za kwadrans dwunasta obudziliśmy małego człowieczka, który wstał – ku naszemu zaskoczeniu – bez żadnego ociągania i pobiegł czym prędzej w stronę okna 🙂 Dziecko było zachwycone fajerwerkami, a jednocześnie rozczarowane, że było ich zbyt mało i trwały – jego zdaniem – zbyt krótko.

I tak, mam świadomość, że Sylwester nie jest dla zwierząt najszczęśliwszym dniem roku, niemniej jednak na małym dziecku robi bez porównania większe wrażenie niż np. pokazy świetlne….

Nie mija Młodemu miłość do tańca. W ubiegłym miesiącu odkrył breakdance 🙂 Nadal z entuzjazmem podchodzi do repertuaru zespołu Scooter konkretnie piosenki Endless Summer 😉

Co do zabaw i zabawek, w minionych dwóch miesiącach królowały u nas pojazdy, pluszaki, kuchnia. Młody realizował się tym razem przy użyciu prawdziwych składników robiąc swoją, jak to nazywał, magiczną owsiankę. Wśród wykorzystanych składników, prócz wody, królowała bułka tarta, otręby, siemię lniane i… kasztany 😀

Bardzo chętnie rysował i malował. Szczególnie przypadły mu do gustu zeszyty aktywizacyjne z pisakiem suchościeralnym. Zresztą przez częste kwarantanny w przedszkolu nieco go cisnęłam z różnymi zeszytami aktywizacyjnymi, do czego oczywiście dochodziły również materiały przygotowane na potrzeby “zdalnego” przedszkola 😉

Młody równie chętnie bawił się w połączenie makijażysty i tatuażysty 🙂 Wdzięcznym obiektem do ćwiczeń był tata, który ze stoickim spokojem poddawał się procesowi twórczemu 😀

Prawdziwym hitem, do którego Młody wracał w zasadzie co drugi dzień, była ciastolina. Zabawa z jej wykorzystaniem była jedną najbardziej ulubionych w ostatnich dwóch miesiącach. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również kolejka drewniana i klocki – Duplo oraz drewniane.

Chętnie sięgaliśmy też po puzzle, w których układaniu Młody robi ogromne postępy oraz gry: Park dinozaurów, Potwory do szafy , Grę rozwijającą spostrzegawczość Babeczki, Na jagody i Figle migle w oceanie, Moja droga do przedszkola… Było tego naprawdę sporo 🙂

Nie można zapomnieć oczywiście o Gwiazdce 😀 I o tym, z czym się ona zazwyczaj dla dzieci wiąże. W tym roku Młody sam wybrał swoje prezenty, korzystając z katalogów zabawek i innych źródeł dziecięcych inspiracji. Tym samym stał się szczęśliwym posiadaczem zestawu Hot Wheels City Toxic Creatures Jadowita kobra, Przenośnego Pubu Piratów od Playmobil, Kwatery Głównej Super Zings Things.

Uzupełnił też wyposażenie swojego domku dla lalek. Koniecznie chciał mieć również lalkę – niemowlę 🙂

Nie brakło też niespodzianek – książek, puzzli oraz gier 🙂

Do najchętniej czytanych książek należały Roboty, Układ słoneczny z Profesorem Astrokotem, Dookoła smaków. Podróże kulinarne szefa Wincentego, Pierwsza Encyklopedia. Dinozaury, Pierwsza Encyklopedia. Ciało człowieka, Cztery pory roku Toli, nasze książki świąteczne, o których pisałam TU, a także mikołajkowe i świąteczne nowości: Staś Pętelka. Ferie w lesie, Misia i jej mali pacjenci. Świąteczne opowieści, Święty Mikołaj bombowy gość, Grandad’s secret giant oraz Mały czerwony autobus. W moim mieście.

W minionym okresie odhaczyliśmy Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni (ciekawe, dobrze się oglądało), obejrzeliśmy serial Marvela Hawkeye oraz serial Netflixa Krótka historia popu (naprawdę świetny). Udało nam się też wyskoczyć we dwójkę do kina na Eternals (nam się podobało 🙂 ) oraz na Spidermana. Bez drogi do domu (rewelacja 🙂 ). Pan Mąż zdecydował się także na najnowszego Matrixa, na którym… starał się nie zasnąć 😀

W ubiegłych dwóch miesiącach podjęłam próbę zmierzenia się z książką Król Artur. Prawda ukryta w legendzie. Niestety, książka zamiast pozycją historyczną o charakterze popularnonaukowym poświęconą tytułowemu bohaterowi, okazała się być książką stricte naukową, bardzo trudną w odbiorze dla osób nieobeznanych dość dobrze z historią wczesnośredniowiecznej Anglii. Następnie pochłonęłam Gwiazdkowego Prosiaczka J. K. Rowling, która okazała się fantastyczną książką w sam raz na świąteczne wieczory 🙂

Plany na następne dwa miesiące? Realizacja przełożonego wyjazdu do Amsterdamu (mimo lockdownu), ponowne odwiedziny w muzeum przyrodniczym UŁ (tym razem z tatą 🙂 , Młody bardzo chce wszystko pokazać), wizyta w Parku Miliona Świateł i w Ulicy żywiołów, nowej atrakcji dla najmłodszych w EC1. No i Fala 😉 W poprzednich miesiącach kwarantanny i COVID niestety uniemożliwiły nam wyjście, tym razem wierzę, ze się uda 🙂

A jak Wam minęły ostatnie miesiące?

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.