Kiedy dziecko śpi – skrótowiec popkulturalny # 15

Jak być może pamiętacie – uwielbiam perfumy 🙂 Jest to jedna z moich niewielu (sama nie wierzę, w to co piszę 😀 ) słabości 🙂 Dlatego kiedy natrafiłam na książkę poświęconą perfumom nie mogłam jej nie kopić i nie przeczytać. A dziś mam dla Was jej recenzję 🙂

Perfumy. Stulecie zapachów

Autor: Lizzie Ostrom

Tytuł oryginalny: Perfume: A Century of Scents

Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece 2017, str. 454.

Perfumy. Stulecie zapachów to jedna z nielicznych książek o perfumach, jakie obecnie na polskim rynku można nabyć. Z lektury dowiemy się, jak ewoluowały zapachy w minionym stuleciu i jak były postrzegane, poznamy ich twórców oraz słynne domy perfumeryjne, znajdziemy informacje o początkach znanych dziś marek, takich jak Avon, Estée Lauder, Yves Saint Laurent, Calvin Klein, czy Lancôme. Omawiając konkretny zapach autorka uwzględniała kontekst historyczny i społeczny, które nie pozostawały bez wpływu na to, co się działo na rynku perfumeryjnym.

Książka jest przejrzyście podzielona na dziesięciolecia. Na które z nich przypada po 10 zapachów, które z różnych powodów zapisały się w historii i warto o nich wspomnieć. Niektórymi z nich możemy się skropić również dziś (np. Narcisse Noir Carona), inne już dawno popadły w zapomnienie (Dri-Perfume)… Naszą podróż zaczynamy od czasów la belle époque, z których większość perfum nie przetrwała do naszych czasów, a kończymy na, jak to ujęła autorka, niegrzecznych latach dziewięćdziesiątych, których perfumiarskich dokonań nadal możemy wypróbować na własnej skórze 😉 Przedstawia się tutaj perfumy-legendy, jak Chanel No. 5, zapachy kompletnie nie znane lub zwyczajne, jak Lynx/AXE czy Impulse.

Książka napisana jest prostym, zrozumiałym dla perfumeryjnych laików językiem. Znawcy historii perfum raczej nie znajdą zbyt wielu nowym informacji, ale takiemu laikowi jak ja lektura tej pozycji może dostarczyć wielu nowych, fascynujących informacji 🙂 Czy wiecie na przykład kim były Dziewczyny Gibsona? Albo czym była Czerwona Moskwa? Która dzisiejsza znana firma kosmetyczna nazywała się kiedyś California Perfume Company ? 🙂 Dużym plusem jest wykaz źródeł i literatury, umieszczony na końcu książki.

Niekiedy jednak mało jest w Stuleciu… “gęstego”, treści, faktów, a przeważa lanie wody, wypełnione metaforami gawędzenie, z którego o danych perfumach dowiadujemy się niewiele lub zgoła nic. Brzmi to mniej więcej tak: “Wyobraź sobie wysoką, rudowłosą piękność, w powłóczystej, butelkowozielonej sukni, podkreślającej alabastrowy odcień jej skóry. Spoczywa w zmysłowej pozie na adamaszkowej otomanie. Sączy czerwone wino swoimi pełnymi namiętności ustami. Jej pewność siebie jest niemal namacalna. Kiedy on wchodzi do pokoju, nie może się jej oprzeć…”. I tego typu bzdety, mające dać nam wyobrażenie zapachu. Przykładem niech będą rozdziały o męskim zapachu Aramis od Estée Lauder oraz Eau Sauvage od Diora.

Nie brakuje tu również tu również kwiatków w stylu “perfumy Program Sojuz-Apollo, nazwane tak na cześć rzadkiego wydarzenia, jakim było wspólne przedsięwzięcie ZSRR i USA w czasach tzw. gwiezdnych wojen, czyli wyścigu tych państw w kosmosie.” (dla niewtajemniczonych: o tym czym był Program Sojuz – Apollo przeczytacie TU, a tzw. gwiezdne wojny – TU).

Książka ma ładną, twardą obwolutę. Niestety strona estetyczna zawartości jest już mniej powalająca. To jedna z dużych wad tej książki. Jedyne elementy graficzne, jakich uświadczycie w Stuleciu… wyglądają jak na poniższych zdjęciach. Trochę słabo…

Nie ma tu jakichkolwiek zdjęć flakonów, które opisywane są niekiedy jako swego rodzaju dzieła sztuki, reprodukcji reklam, plakatów, wycinków z gazet. Nic, null, zero… O reklamach możemy w książce poczytać, owszem, niektóre ich opisy (oraz opisy kampanii reklamowych) są dość dokładne, ale żeby je zobaczyć musimy wspomóc się komórką lub komputerem z dostępem do sieci. Dowiadujemy się na przykład, że pierwszą twarzą słynnych Opium Yves’a Saint Laurenta była modelka Jerry Hall, ale by zobaczyć jak owa pani wygląda i jak wyglądały zdjęcia reklamowe musimy zajrzeć do Internetu. Chyba nie tak to powinno wyglądać… Za brak zdjęć – duży minus.

Za co jeszcze? Korekta bardzo kuleje… Literówek jest tu naprawdę sporo. W tym, niestety, w nazwach perfum (Shem el-Nassim zamiast Shem el-Nessim)

Podsumowując, jest to ciekawa podróż po zapachach XX wieku i okresie najbardziej dynamicznego rozwoju branży perfumeryjnej oraz umasowienia perfum. Poznamy aromaty charakterystyczne dla danego dziesięciolecia, dowiemy się jakie obowiązywały trendy i co było w modzie, czym inspirowali się twórcy perfum, jak zmiany społeczne i obyczajowe wpływały na branżę, o wydarzeniach historycznych, takich jak obie wojny światowe, nie wypominając. Książkę czyta się dobrze i szybko, ale niestety, publikacji daleko jest do ideału z powodu chociażby irytujących literówek i błędów merytorycznych.

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.