Kiedy dziecko śpi – skrótowiec popkulturalny # 18

Dziś czas na dawno nie widziane na blogu seriale 🙂 Generalnie dużo dobrych udało mi się zobaczyć w ostatnim czasie, ale nie obyło się bez wpadek 🙂 Zapraszam 🙂

Terror (Amazon Prime) sezon 1 6/10 – adaptacja powieści Dana Simmonsa pod tym samym tytułem, opowiadająca o zaginionej brytyjskiej ekspedycji do Arktyki, kierowanej przez kapitana Johna Franklina, która w 1845 roku wyruszyła z Anglii na okrętach HMS „Erebus” i HMS „Terror”. Rewelacyjne recenzje (zarówno krytyków, jak i widzów), obsada jak marzenie (z bardziej znanych nazwisk Jared Harris, Tobias Menzies, Ciaran Hinds). Z opisu serial zapowiadał się świetnie, obiecywał fascynującą fabułę. Kiedy się okazało, że serial jest do obejrzenia na Amazon Prime skakałam ze szczęścia. I co? Ledwo dociągnęłam do końca, wynudziłam się jak mops. Grozy jak na lekarstwo, nuda dosłownie wylewa się z ekranu, a i realizm mocno ograniczony. No chyba że w XIX wieku angielscy marynarze znosili arktyczne mrozy lepiej niż Inuici….

Patrick Melrose (HBO GO) 1 sezon 10/10 – kolejna ekranizacja, tym razem cyklu powieści Edwarda St Aubyna. Serial dla mnie wybitny, z niemniej wybitnymi kreacjami aktorskimi przede wszystkim Benedicta Cumberbatcha w roli tyłowej oraz Hugo Weavinga w roli jego ojca tyrana. Jest to dramat z elementami czarnej komedii opowiadający o różnych etapach życia głównego bohatera, wywodzącego się z arystokratycznego rodu. Obserwujemy jego pełne cierpienia i przemocy dzieciństwo, dorastanie i dorosłe życie, wypełnione nałogami i używkami, będącymi sposobem na zagłuszenie niewyleczonej traumy i problemów psychicznych.

Babylon Berlin (HBO GO) 2 sezony 9/10 – rewelacyjny, zrobiony z rozmachem niemiecki serial kryminalny, którego akcja rozpoczyna się w 1929 roku i toczy się – jak sugeruje tytuł – w Berlinie. Mamy więc śledztwo prowadzone przez nowego w mieście policjanta z mocnymi plecami i stresem pourazowym, młodą dziewczynę z biednej rodziny, która chce się wyrwać z tego środowiska, dobrze żyć i dobrze się bawić (a własne ciało stanowi do tego niezbędne narzędzie), politykę oraz szerokie tło społeczno – historyczne. Scenariusz jest świetnie napisany, fabuła wciągająca i trzymająca w napięciu, a do tego bardzo dobre aktorstwo i rewelacyjne zdjęcia, które wspaniale pokazują Berlin u progu lat trzydziestych i mamy jeden z lepszych seriali, jaki można ostatnio obejrzeć 🙂

The Boys (Amazon Prime) sezon 1 9/10 – świetnie zagrana (na uwagę zasługują zwłaszcza Karl Urban jako Butcher i Antony Starr jako Homelander) ekranizacja (znowu ;-D ) komiksu autorstwa Gartha Ennisa i Daricka Robinsona. Mamy tu naprawdę brutalną i krwawą, a przy tym niepozbawioną humoru historię o superbohaterach zatrudnionych w korpo, dla których ratowanie ludzi jest tylko biznesem. Nie ma tu miejsce na idealistyczne przesłanki i czysty heroizm. Ani na zbędne ryzyko. To nie Avengersi. To celebryci z supermocami, którzy robią co chcą i dostają to czego chcą. Zawsze. Są przekonani o tym, że otrzymali dar od Boga i wszystko się im należy. Prawda, którą odkrywa nienawidzący i chcący zniszczyć superbohaterów (i mający ku temu niezły powód) Butcher wraz ze swoją ekipą może wywrócić ten świat do góry nogami. Serial składa się z 8 odcinków, które ogląda się błyskawicznie. Zdecydowanie jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy serial superboahaterski 🙂 Czekam na sezon drugi 😉

Na cały głos (HBO GO) 1 sezon 10/10 – serial z wybitną rolą Russella Crowe (którego miło znowu zobaczyć, w roli na miarę jego talentu) grającego Rogera Ailesa, twórcę stacji telewizyjnej Fox News o tym, jak się robi propagandę i molestuje kobiety korzystając z własnej uprzywilejowanej pozycji. Crowe świetnie portretuje Ailesa, o którym można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, by był postacią jednowymiarową. Bo to swoiste połączenie paranoika, geniusza, tyrana i obleśnej świni. I wszystkie te twarze Crowe pokazuje bezbłędnie. Przez większą część serialu jest to w zasadzie produkcja jednego aktora, mimo świetnie obsadzonych i zagranych pozostałych ról. Serial ponadto pokazuje w naprawdę mistrzowski i zdecydowanie mało subtelny sposób, jak się manipuluje ludźmi pod hasłem “dajmy zwykłym ludziom to, co lubią”. Pozycja obowiązkowa.

Jessica Jones (Netflix) sezon 3 3/10 – niestety, ten serial skończył się po pierwszym sezonie… A w zasadzie wraz ze zniknięciem postaci granej przez Davida Tennanta, a tym samym tegoż aktora (kiedy pojawił się na chwilę w drugim sezonie od razy zrobiło się ciekawiej 😉 ). Uczciwie przyznam, nie wytrwałam do końca. Poległam po czwartym odcinku, bo zwyczajnie na tego gniota szkoda życia. Z sezonu na sezon miałam wrażenie, że jest coraz mniej Jessiki w serialu o Jessice. Zamiast tego oglądam produkcję o jej bliższych i dalszych obecnych i byłych znajomych/przyjaciołach/etc. (niepotrzebne skreślić). A ja naprawdę chcę oglądać ją i jej przygody. Serio. Nie dylematy jej eks-przyjaciółki, jej sąsiada i eks-współpracownika i starzejącej się chorej prawniczki, która próbuje odzyskać porzuconą 20-kilka lat temu ukochaną … A poza tym… Nuda wylewała się z ekranu w gigantycznych ilościach, a na mnie czekało jeszcze 9 odcinków… Może gdyby twórcy ograniczyli się np. do 6 – 8, zamiast 13 serial trzymałby poziom. A tak? Jeśli nie masz nic (ciekawego) do powiedzenia, to po co w ogóle mówić?

The Letdown (Netflix) 2 sezony 8/10 – australijska perełka w ofercie Netflixa i serial, który absolutnie skradł me serce 🙂 Pierwszy sezon liczy 7, a drugi 6 odcinków trwających po mniej niż pół godziny. Jest to słodko – gorzki, nieco przerysowany obraz wczesnego macierzyństwa. Główna bohaterką jest Audrey, trzydziestokilkuletnia świeżo upieczona mama małej Stevie. Towarzyszą jej partner życiowy Jeremy, raz bohaterowie drugiego planu, członkowie grupy wparcia dla młodych rodziców, którzy też niedawno zostali rodzicami, a jednocześnie bardzo się różnią od Audrey i mają inne problemy, do których nie zawsze chcą się przyznać, starając się pokazać, że ich rodzicielstwo przebiega bezproblemowo, wręcz podręcznikowo. Serial nie unika tematów… hmmm… trudnych? Np. problemu nietrzymania moczu, problemów ze współżyciem po porodzie (a zwłaszcza cesarce), trudności z laktacją, hemoroidów, ale też kwestii rodzaju porodu i doświadczeń z tym związanych (naturalnie czy przez cc), decyzji o drugim dziecku, a nawet aborcji. Mówi też oczywiście o zwyczajnych problemach związanych z opieką nad dzieckiem, takich jak spanie bąbelka w dzień, a nie w nocy, poszukiwanie opiekunki/żłobka z terminem wcześniejszym niż za 5 lat… O permanentnym rozkojarzeniu. O skupieniu na byciu wyłącznie matką i jednocześnie o tęsknocie za czasami, kiedy dziecka nie było. I poczuciu winy z tym związanym. I o braku zrozumienia płynącym z otoczenia. A wszystko to podane w formie dość lekkiej i bez moralizatorstwa czy oceniania, za to z sympatią i zrozumieniem. Naprawdę warto 🙂

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.