Kiedy dziecko śpi – skrótowiec popkulturalny #57

Wakacji nadszedł już czas, w Skrótowcu zatem będzie już też wakacyjnie 😉 W czasach minionych, które zapewne wielu z was pamięta, a nawet jeśli Wasza pamięć sięga lat dziewięćdziesiątych, to sposoby spędzania czasu wolnego w końcówce XX wieku w sumie tak bardzo się od epoki PRL, zwłaszcza schyłku, nie różniły. A zatem jak spędzali

CZAS WOLNY W PRL

nasi dziadkowie i rodzice, a może i my sami?

Autor: Wojciech Przylipiak
Wydawnictwo: Muza 2020, str. 382

W dzisiejszych czasach z utęsknieniem czekamy na urlop, wakacje lub na zwykły weekend i zazwyczaj cierpimy na nadmiar pomysłów, co z tym czasem wolnym zrobić. A jak to było w PRL-u? Czy ludzie w ogóle mieli coś takiego jak wolny czas? Jak go spędzali ? Jak wtedy wyglądały wakacje? Między innymi na te pytania odpowiedzi stara się udzielić w swojej książce Wojciech Przylipiak, przybliżając czytelnikom popularne formy spędzania wolnego czasu, wypoczynku lub wakacji w latach 1945 – 1989.

Co prawda jestem dzieckiem z okresu schyłku komuny, ale co nieco z tamtych czasów pamiętam. Co więcej, pewne naleciałości czasów minionych pozostały dość żywe w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, zwłaszcza w ich pierwszej połowie, dlatego do książki podeszłam nie tylko z zaciekawieniem, jak czas wolny spędzało pokolenie moich rodziców i dziadków, ale i z pewnym sentymentem związanym z osobistymi doświadczeniami. Lektura Czasu wolnego… to cudowna, nostalgiczna podróż do epoki kiedy wygoda i komfort były pojęciami rozumianymi zgoła inaczej niż dziś, jednak ludzka kreatywność i wytrwałość może nas, żyjących współcześnie, zaskoczyć. Bo wtedy ludziom, mimo niewielkich środków, braków w zaopatrzeniu, gospodarki niedoboru, braku internetu, samochodów, telefonów zwyczajnie się chciało. Choć może nie w pierwszych latach po wojnie 😉 I to udało się autorowi doskonale w swojej książce pokazać. Nie jest to opracowanie naukowe, raczej reportaż oparty na rozmowach z ludźmi dawne czasy pamiętającymi, wspomnieniach, artykułach prasowych, tekstach piosenek z epoki, pełen fascynujących anegdot i fotografii, mający przybliżyć nam temat wypoczynku po pracy i szkole, zarówno na co dzień, jak i w okresie wakacyjno – świątecznym.

Autor rozpoczyna swoją opowieść od wyjaśnienia czytelnikom, ludziom współcześnie żyjącym, czy w ogóle, a jeśli tak, to ile tego czasu wolnego w PRLu było. Okazuje się, że wcale nie tak dużo, jak dziś. Początkowo w PRL wyłącznie niedziela była dniem wolnym ze względu na obowiązujący aż do 1973 roku 6 dniowy tydzień pracy. Od lipca 1973 roku wolne były, za odpracowaniem, dwie soboty. Większe zmiany nastąpiły dopiero w latach 80. Przez wiele lat do zagospodarowania pozostawały zatem popołudnia i siódmy (lub pierwszy, jak kto woli) dzień tygodnia, co początkowo dla przedstawicieli klasy robotniczej stanowiło spore wyzwanie. Ludzie ci bowiem zwyczajnie nie umieli wypoczywać, nie wiedzieli, co z czasem wolnym robić. Tego władza ludowa starał się ich nauczyć. Z drugiej strony autor uświadamia nam, że ogromna liczba ludzi cierpiała raczej, mimo wszystko, na brak czasu wolnego Chodzi głównie o kobiety, które często musiały jednocześnie pracować zawodowo, zajmować się domem (prać, prasować, gotować, odstać swoje w kolejkach przed sklepami zajmować się dziećmi itd.) i gospodarstwem pozbawione dzisiejszych udogodnień, były zajęte od świtu do nocy. Czasem wolnym dysponowali głównie mężczyźni, nie za bardzo wiedzący co mają z nim zrobić prócz picia złotego napoju pod budką z piwem w towarzystwie sobie podobnych jednostek. Być może jednak to zagospodarowywanie wolnych niedziel czy świąt przez władze w pierwszych dekadach PRL-u wcale nie było zatem aż tak głupie…

Skupmy się jednak na sposobach spędzania wolnego czasu, w końcu totemu zagadnieniu poświęcona jest prezentowana książka. Niektórzy organizowali sobie ten czas we własny zakresie, inni woleli zdać się na propozycje władz, w każdym razie wypoczynek w czasach PRL-u był – co może zaskakiwać – bardzo różnorodny, a poszczególnym jego formom poświęcone są poszczególne rozdziały.

Autor opisuje początki powojennego wypoczynku zorganizowanego i trudnościach z jakimi się przy jego organizacji spotykano, takimi jak brak bazy noclegowej (wynik wojny), czy też wspomniany już brak umiejętności wypoczywania przez przedstawicieli klasy robotniczej (czynnik kulturowy), a w dalszej części – rozwój turystyki, historię kurortów i domów wypoczynkowych.

Przeczytamy o wczasach pracowniczych i koloniach dla dzieci, do który władza zresztą dopłacała (co miało swoją cenę dla obywateli, choć w nieco innym wymiarze, raczej psychologiczno – ideologicznym). Pisze także o często organizowanych przy różnych okazjach festynach, festiwalach, pochodach, czy też dożynkach. Władze proponowały zajęcia w Młodzieżowych Domach Kultury, powstały kluby MPiK, kursowały bibliobusy i kina objazdowe, funkcjonowały liczne koła zainteresowań (m.in. Kluby Praktycznej Pani, kółka szachowe, czytelnicze, kluby modelarskie). Można by rzec, bogactwo urodzaju. Nie można w tym miejscu pominąć angażowania obywateli w czyny społeczne, takich jak prace porządkowe lub remontowanie i malowanie obiektów użyteczności publicznej. Często mam wrażenie, że jest to coś, czego w dzisiejszych czasach bardzo brakuje. Może malując co jakiś czas podziemne przejścia, czy zbierając śmieci z chodników i trawników ludzie bardziej szanowaliby swoje otoczenie i pilnowali, by inni (w tym ich latorośle) nie dewastowali wspólnej przestrzeni i nie śmiecili, gdzie popadnie.

Przeczytamy także o pracowniczych ogrodach działkowych, niezwykle popularnych podróżach autostopem czy campingach, wczasach pod gruszą… O prywatkach, wspólnym z sąsiadami i znajomymi oglądaniu telewizji i filmów wideo, podwórkowych zabawach, w tym o uwielbianych przez dzieciaki (piszę z własnego doświadczenia 😉 ) osiedlowych trzepakach jako jednej z form spędzania wolnego czasu. W tym miejscu pozwolę sobie na taką małą uwagę. Jako dziecko potrafiłam na podwórku, przed blokiem godzinami bawić się z dzieciakami z osiedla. Brak dzisiejszych nowinek technologicznych, ani ogromnej ilości zabawek jakoś nam nie przeszkadzał. Nie nudziliśmy w ogóle, na brak pomysłów nie narzekaliśmy. To kolosalna różnica w porównaniu z dzieciakami, które mają wszystko to, czego my nie mieliśmy, a często są znudzone, brak im kreatywności i inicjatywy.

Cały ten ogrom fascynujących treści uzupełnia istne bogactwo czarno-białych fotografii, które dokumentują prawdziwych ludzi w trakcie autentycznych sytuacji z ich życia, ukazując ich kreatywność, radość, jakiś spokój i zadowolenie. Może nie posiadali wiele, brakowało im dzisiejszych możliwości, ale chyba bardziej doceniali to, co mieli. Pod tym względem tamte czasy wydają się prostsze…

Czas wolny w PRL to idealna lektura, pozwalająca nam przenieść się do nie tak znowu odległej, choć zupełnie innej epoki, powspominać lub nadziwić się, jak to kiedyś, za czasów młodości naszych rodziców i dziadków, było, a z pewnością pośmiać się z wielu absurdów PRL-owskiej rzeczywistości 🙂 Książka jest dobrze napisana, czyta się ją błyskawicznie, lekko i przyjemnie, mimo sporej liczby stron. Trudno było mi ją odłożyć, doskonale się przy lekturze bawiłam, nie brakło też wzruszeń. Gorąco polecam 🙂

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.