Podsumowanie września, nie tylko na blogu

Skończył się wrzesień, nadeszła jesień 😉 Nadszedł czas na podsumowania i plany na październik 🙂

We wrześniu 2019 opublikowałam 11 wpisów, z których najchętniej czytaliście:

Natomiast 5 najpopularniejszych wpisów we wrześniu w ogóle to:

No dobra, to co było u nas słychać w minionym miesiącu? 🙂

Młody coraz więcej mówi 🙂 Najczęściej mówi “mama”/”mamia”, “dada”/”dadia”, “baba”, “dziadzia”, “jaja”. Nadal popularne jest “ma” – oznaczające “nie ma” 🙂 Pojawiły się nowe słowa – “miau” (kot), “uuuuu” (sowa), “am”, oznaczający “jedzenie”, “głodny”, “jeść” oraz “nie” 😀 To słowo zresztą króluje – nawet przez sen 😀 Z mowy gestami na topie jest gest wykręcania żarówki, który oznacza pojazdy jadące na sygnale 😀

Ulubione zabawki oprócz książek to samochody, magnesy i drewniany zestaw do gotowania. Na popularności zyskują puzzle i układanki oraz pchacz i konewka upolowane podczas wakacyjnego wyjazdu 😀

Co jeszcze? Od czasu powrotu ze szpitala, o którym za chwilę kilka słów więcej, uwielbia bawić się zestawem małego lekarza, chce badać rodziców i chce być przez rodziców badany 😀 Zaobserwowałam natomiast spadek, a w zasadzie brak w ostatnim czasie zainteresowania zabawkami elektronicznymi.

Z nowych rzeczy i aktywności – Dżordż uwielbia patyki, kamienie, żwirek i piasek oraz oczywiście kopanie i grzebanie w tychże.

Wciąż uwielbia chodzenie, wchodzenie po schodach, bieganie. Coraz bardzie lubi kredki – zdecydowanie częściej korzysta z arkuszy papieru, po których coś tam sobie rysuje 🙂 Chyba duża w tym zasługa wyjazdu, podczas którego był częstym gościem pokoju zabaw dla dzieci i tam się bardzo mocno realizował twórczo 🙂

Wiele frajdy sprawiały mu baseny z piłeczkami 🙂 Mógł w nich siedzieć bez końca 😀

Coraz sprawniej posługuje się łyżką i widelcem. W zasadzie łyżką jest w stanie nakarmić się już sam, z widelcem trzeba mu pomagać – tzn. nadziewać jedzenie – ale jest bardzo zdeterminowany, żeby nauczyć się samodzielnego nadziewania 🙂

Co do mnie – nieco odpoczęłam podczas wyjazdu wakacyjnego 🙂 Przeczytałam w całości niestety tylko dwie książki (ponieważ były to moje ukochane kryminały Agathy Christie raczej na blogu ich nie zrecenzuję, bo recenzji powieści tej autorki jest tyle, że chyba nie ma to większego sensu 😉 ), ale zrzucę to na wyjazd – miałam w końcu nieco inne zajęcia 🙂 Małe co nieco też obejrzałam.

Z planów na wrzesień zrealizowaliśmy kluczowy – wreszcie wyjechaliśmy na urlop 😀 Wraz z Młodym odwiedziliśmy Hiszpanię, a konkretnie Lloret de Mar.

Był to nasz drugi wyjazd z Pierworodnym (pierwszy raz wyjechaliśmy z nim do Gracji w październiku ubiegłego roku), i powiem szczerze – jak był młodszy było łatwiej 😀 Ale urlop i tak upłynął nam bardzo przyjemnie, mimo drobnych infekcji, które przyczepiły się do każdego z naszej trójki 🙂

Zachwycony był zwłaszcza Pierworodny, który mógł się realizować kopiąc w piasku bez większych ograniczeń oraz szalejąc na basenach 😀 Wpisy o wakacjach i jak przetrwać z dzieckiem w samolocie powinny pojawić się wkrótce.

Z drugiego naszego planu – rozpoczęcia odpieluchowywania – niestety nic nie wyszło. To znaczy zaczęliśmy, wykorzystaliśmy w tym celu majteczki treningowe, ale Pierworodny ewidentnie nie jest gotowy. Przez dwie godziny chodził w mokrych majtach i w ogóle mu to nie przeszkadzało. Zero dyskomfortu. Null, nic. Cóż, za miesiąc ponowimy próbę 😉

No i tak miło mógłby zakończyć się ten miesiąc… Ale niestety, w nocy po naszym powrocie z wakacji Młody nagle zaczął wymiotować, bez jakichkolwiek wcześniejszych objawów. Po kilkukrotnych wymiotach i wizycie w nocnej pomocy medycznej wylądowaliśmy – jak już się domyślacie – w szpitalu, gdzie ustalono, że to prawdopodobnie wina jakiegoś wirusa. Szczęśliwie po kilku dniach pobytu wróciliśmy do domu, Młody jest na diecie, ku swojemu niezadowoleniu, a ja obmyślam wpis o pediatrii w tym pięknym kraju. Ten pomysł już gdzieś z tyłu głowy miałam, bo kilka incydentów “medycznych” już w naszym życiu było, ale pobyt w szpitalu z Dżordżem utwierdził mnie w potrzebie napisania takiego tekstu. Swoją drogą, po pobycie w szpitalu Młody zrobił się jakiś taki bardziej roszczeniowy, hałaśliwy, płaczliwy… Mamy nadzieję, że jak już wszystko wróci do normy, przede wszystkim jego dieta, to Pierworodnemu to minie. Chyba że to kolejna faza rozwoju, w którą wkroczył i która musi przeminąć 😉

To tyle z posumowań. A jakie mamy plany na październik? Młody idzie do żłobka. Jest to bardziej spowodowane naszą chęcią niż koniecznością. Ale Dżordż jest tak bardzo towarzyski, kontaktowy i aktywny, że pobyt w żłobku wydaje się być dla niego najlepszą opcją, dającą mu kontakt z rówieśnikami, do którego nieustannie dąży, a także dużo aktywności i możliwości rozwoju.

Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jak mu się nie spodoba, to przymusu nie ma 🙂 Poza tym zamierzam wybrać się do kina – trzymajcie kciuki, żebym miała kiedy 😉 No i ponowimy próby odpieluchowywania. Oby tym razem było lepiej 😉

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.