Czym się bawimy # 28 Ciastolina

Siedzenie w domu z Młodym w związku z epidemią koronawirusa i wynikającym z tego zamknięciem żłóbków “wymusiło” na nas organizację Pierworodnemu domowych zajęć plastycznych w nieco większym zakresie (czytaj: kredki 😀 ) niż dotychczas. Co zapewne dało się zauważyć przy okazji wpisów “Czym zająć malucha” 😉 W ten właśnie sposób w naszym domu pojawiła się cudowna (dla osoby wychowanej na plastelinie 😉 ) rzecz jak ciastolina.

Dzieci uwielbiają lepić i formować różne rzeczy lub – w przypadku tych mniejszych – babrać się w, prawdę powiedziawszy, dowolnych materiałach w których tylko można. Z pomocą rodzicom przychodzą różnego rodzaju masy plastyczne: plasteliny, modeliny, piankoliny, slime, ciastolina, masa solna itd. W przypadku dzieci starszych niż mój dwulatek wybór jest oczywiście większy, ale dla takich maluchów coś się znajdzie: ciastolina właśnie 😉

Czym jest ciastolina? I drugie, równie ważne pytanie – co w niej jest? Otóż jest to masa plastyczna znana już – uwaga ! – od lat pięćdziesiątych minionego wieku. Obecnie patent należy do firmy Hasbro, produkującej ciastolinę Play Doh. Pod względem struktury w zasadzie przypomina plastelinę 😉 Ale jest nieco łatwiejsza w obsłudze (możemy ją modelować od razu po wyjęciu z opakowania, plastelinę natomiast musimy rozgrzewać najpierw przez kilka minut w dłoni) i ma nad plasteliną choćby taką przewagę, że nie brudzi, łatwo ją usunąć z ubrania i rozpuszcza się w wodzie z mydłem.

Skład ciastoliny jest dość prosty: woda, mąka, sól oraz składniki odpowiadające za barwę, zapach, gładką strukturę, no i zabezpieczające masę przed pleśnieniem. Dlatego mimo wszystko nie trzeba pilnować malucha przed próbami konsumpcji 😉 Młody na przykład wyjątkowo wytrwale próbował spróbować różowej 😀 Zapewne z tej samej przyczyny te bardziej “jedzeniowe” zestawy przeznaczone są dla starszych dzieci 😉 Ciastoliny są bezpieczne dla zdrowia maluchów, o ile nie wylądują w buzi. Ciastolina przechowywana w opakowaniu jest miękka i plastyczna, jeśli jednak zostawicie ją na powietrzu zacznie twardnieć i stanie się krucha. Choć takiej ciastoliny nie trzeba wyrzucać, bo na szczęście proces ten można odwrócić.

Zresztą po pewnym czasie ciastolina i tak zacznie tracić swoją plastyczność i kolory, jest to coś całkowicie normalnego. Istnieją dwa sposoby przywrócenia im pierwotnych właściwości. Do obu potrzebujemy odrobiny wody. Sposób pierwszy: wystarczy wlać niewielką ilość ciepłej wody do pudełeczka z masą plastyczną, poczekać aż wchłonie ona wodę, a następnie ugnieść ciastolinę z pozostałością płynu. Sposób drugi: należy wyjąć ciastolinę, sprasować ją aż zacznie przypominać cienki naleśnik, a następnie oblać ją ciepłą wodą. W zależności od stopnia wyschnięcia ciastoliny, w okresie od 15 minut do pół godziny należy na przemian masę zagniatać i dolewać wody. Po uzyskaniu właściwej konsystencji należy masę umieścić z powrotem w opakowaniu. Jeśli jednak ciastolina zacznie przypominać kamień, to niestety już nie przywrócimy jej dawnej plastyczności. 

Jeśli problemem jest zbyt miękka lub wodnista ciastolina, to równi jest na to sposób 🙂 Wystarczy pozostawić ją na wolnym powietrzu lub przy jakimś źródle ciepła, takim jak grzejnik lub kaloryfer – masa szybko wtedy doschnie 🙂

Ciastolinę ma obecnie w ofercie wielu producentów. W zależności od marki może ona mieć różne właściwości, takie jak wydajność czy miękkość i łatwość w lepieniu. W naszym przypadku wybór padł na Play – Doh, która jako jedyna z tych, które widziałam w różnych sklepach on-line dedykowana jest dla dzieci w wieku 2+. Zdecydowana większość była przeznaczona dla tych powyżej trzeciego roku życia.

Z własnego doświadczenia mogę wypowiedzieć póki co tylko o ciastolinie Play-Doh (choć przymierzamy się do wypróbowania tej od Trefla) Jest ona bardzo delikatna w dotyku i łatwo się z niej formuje różne obiekty, bardzo przyjemnie i delikatnie pachnie, naprawdę dobrze się ją usuwa z ubrania. Cenowo jest różnie – od 5 do nawet 11 złotych przy zakupie pojedynczej tuby.

Ponieważ Młody dopiero zaczyna swoją przygodę z ciastoliną, a jego możliwości wykorzystywania jej właściwości są w stadium początkowym 😉 , nie zdecydowaliśmy się na żaden konkretny zestaw, choć pewnie z jakimś prostym dałby sobie radę. Zainwestowaliśmy natomiast w kilka pojedynczych tub w różnych kolorach. I na razie rzeczywiście Dżordżowi mnóstwo frajdy daje samo ściskanie i ugniatanie masy, a już prawdziwym hitem jest odrywanie drobnych kawałków lub formowanie przez rodziców kulek różnej wielkości (w zależności od wydanego przez Pierworodnego polecenia 😉 ) i robienie z nich bałwana 😀 Dodatkowe akcesoria są póki co zbędne.

W przyszłości zapewne zaczniemy tworzyć jedzenie, fryzury, zwierzątka, ludziki, budowle, drzewa etc. Zapewne pomogą nam wtedy różne zestawy tematyczne, w których oprócz samej ciastoliny znajdziemy również wyciskarki, bezpieczne nożyczki, czy też foremki.

Ok, ale czy zabawa ciastoliną, oprócz czystej frajdy, ma jeszcze jakieś zalety? Ależ oczywiście 😀 I to wiele 😀

Ciastolina to bowiem świetny sposób na ćwiczenie sprawności ruchowej palców (lepienie małych elementów, zwijanie ślimaczków, formowanie kulek etc.) i dłoni (ugniatanie większej ilości masy, przeciskania jej przez różne foremki). Dzięki zabawom plastycznym z jej wykorzystaniem dziecko ma możliwość doskonalenia umiejętności napinania i rozluźniania mięśni. Ćwiczy ruchy nadgarstka, ale i przedramienia oraz ramienia. Regularne zabawy z wykorzystaniem ciastoliny mogą zatem pomóc uchronić dziecko przed wadami napięcia mięśniowego, które przekładają się na zbyt mocny/słaby nacisk na długopis. Takie zaburzenia skutkują w przyszłości problemami z rysowaniem linii prostych czy też pisaniem kształtnych liter.

Oprócz tego zabawa ciastoliną sprzyja rozwojowi koncentracji, trenuje cierpliwość i precyzję, pobudza wyobraźnię i kreatywność. No i ta satysfakcja z własnej mocy sprawczej 😉

Co więcej, niektórzy specjaliści twierdzą, że zabawa masami plastycznymi ma pozytywny wpływ na współpracę półkul mózgowych, a w konsekwencji prowadzi do rozwoju mózgu 🙂

Dla chętnych: ciastolinę możemy również wykonać w domu 🙂 W internecie znajdziecie mnóstwo przepisów na ciastolinę gotowaną, jak i taką nie wymagającą gotowania. Ale ponieważ jestem leniwa i żadnego nie przetestowałam, niestety nie polecę Wam jakiegoś konkretnego. Może jednak Wy polecicie jakiś mnie?

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.