Dlaczego pozwalam swojemu dziecku się brudzić?

Nieskazitelnie czysta odzież, buzia i rączki nie są jakoś bardzo wysoko na mojej liście priorytetów. Nie są też wyznacznikiem wychowawczych sukcesów i rodzicielskiej sprawności 😉 W myśl powiedzenia, że brudne dziecko to dziecko szczęśliwe, pozwalam mojemu synowi się brudzić. Choć on sam jest w tej materii zaskakująco zachowawczy, póki co 😉 Oprócz szczęścia istnieje jednak całkiem sporo innych powodów, dla których warto maluchom pozwolić na kontakt ze “złowrogim” brudem 😉 Oto kilka z nich 😉

Przede wszystkim, brudne dziecko to dziecko zdrowsze od swojego czyściutkiego rówieśnika 😉 Zdrowie i budowanie odporności to chyba dobry powód, by pozwolić maluchowi pobrudzić się trochę przy zabawie 😉

Czy wiecie, że przesadna czystość zaburza funkcjonowanie naszego układu immunologicznego? Jesteśmy bowiem naturalnym domem dla wielu mikrobów, które u dorosłego człowieka mogą stanowić aż 2 kg masy ciała. Aż 2/3 z nich zależą od genów, diety i stylu życia. Aby tzw. mikrobiota w ciele dziecka w pełni się ukształtowała się potrzebuje czasu, ok. 3-5 lat i raczej nie zmieni się już drastycznie w późniejszym okresie. Do ukształtowania się potrzebuje wirusów, bakterii i drobnoustrojów. Odporność wykształca się bowiem poprzez kontakt z nimi. Każdy kontakt z zarazkami (w tym w trakcie nieszczęsnych infekcji) to dla dziecięcego układu odpornościowego sposób na naukę radzenia sobie z nimi, dlatego tak ważne jest pozwalanie dzieciom na brudzenie się (w granicach zdrowego rozsądku oczywiście). Unikanie brudnych zabaw, ciągłe czyszczenie wszystkiego dookoła, de facto wychowywanie dziecka w zbyt sterylnych warunkach jest zatem działaniem kontrproduktywnym.

Co więcej, nadmierna higiena, a tym samym brak prawidłowej stymulacji układu odpornościowego poprzez niewystarczającą ekspozycję na drobnoustroje i alergeny (m.in. kurz, roztocza, sierść zwierząt, pyłki roślinne) może prowadzić do alergii, egzemy, astmy i innych chorób.

Pomijając wszystko, skóra małych dzieci nie jest jeszcze zupełnie wykształcona. Jest m.in. o wiele cieńsza niż skóra dorosłych i nie ma dobrze wykształconej bariery hydrolipidowej. W okresie pierwszych trzech lat życia ulega ona przemianom, upodabniając się stopniowo do skóry dorosłego. Dlatego zbyt częste kąpiele i używanie kosmetyków zamiast pomagać, mogą szkodzić, poprzez usuwanie tej niedoskonałej warstwy ochronnej. American Academy of Dermatology zaleca, by niemowląt i małych dzieci nie kąpać zbyt często 🙂 Czyli ? Wystarczy 2–3 razy w tygodniu lub wtedy gdy jest brudne, spocone, korzystało z kąpieli w basenie, morzu, jeziorze etc. W pozostałe dni możemy się ograniczyć do umycia rąk, buzi i okolic pieluszkowych 😉

Nadmierne dbanie o czystość dziecka i/lub jego przeuroczej i niekiedy zaskakująco drogiej odzieży może prowadzić także do ograniczenia jego rozwoju psychoruchowego. Aktywne i ciekawe wszystkiego dziecko zwyczajnie nie może być czyste, ono się musi pobrudzić 😀 Wskoczyć w błoto, wytarzać w liściach i trawie, obsypać mąką, upaprać farbą, zjechać po brudnej zjeżdżalni… Maluchy są pod tym względem bardzo kreatywne 😀 Jeśli będziemy chcieli (nadmiernie) chronić przed tym naszą pociechę, de facto ograniczamy ją, tłamsząc naturalną ruchliwość, ciekawość, spontaniczność, chęć odkrywania i poznawania świata, który zaczynamy przedstawiać jako pełen zagrożeń i niebezpieczeństw… W końcu trudno o swobodny i harmonijny rozwój, kiedy co chwila ktoś nam mówi “uważaj”, “nie skacz”, “nie biegaj”, “nie dotykaj” etc. lub, co gorsza, zwyczajnie ograniczy możliwość ruchu sadzając w bujaczkach, na krzesełkach, czy w wózkach podczas trakcie spaceru…

Jeśli powyższe argumenty Was nie przekonują, mam w zanadrzu jeszcze kilka 😉 Otóż brudzenie się sprzyja budowaniu samodzielności dziecka 😀 A to chyba dla rodziców dość ważne – samodzielne dziecko to w końcu mniej roboty i więcej czasu dla Was 😉 Choć początki, jak to początki, bywają trudne 😀

Brudny maluch to często maluch, który próbuje zrobić coś sam 🙂 Sam chce jeść, malować, coś nalać, przelać, napić się, pomóc mamie w kuchni, czy posprzątać mieszkanie 😀 Pozwolenie mu na tę niezbyt czysta dla otoczenia naukę to przyzwolenie na kształtowanie się jego samodzielności. Co z tego, że początkowo wszystko, co dziecko robi jest… hmmmm… nieporadne? 😉 W końcu trening czyni mistrza, a czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał 😉

Dzięki nie do końca czystej zabawie na dworze, skacząc po kałużach, taplając się błocie, tarzając w piasku, czy – w przypadku tych trochę starszych – chodząc po drzewach, drabinkach lub trzepakach (jeśli gdzieś się jeszcze ostały 😉 ) dzieci nabierają odwagi, a także uczą się podejmować i oceniać ryzyko.

Brudzenie się, wszelkie zabawy w piasku, błocie, czy innych maziach, z wykorzystaniem kaszy, mąki, makaronu, wody to również doskonała zabawa dla dziecięcych zmysłów, dostarczająca wielu różnych bodźców sensorycznych. Maluchy mogą poznać nowe struktury, konsystencje, czy – mówiąc bardziej naukowym językiem – stany skupienia 😉 Takie zabawy korzystnie wpływają na rozwój motoryki małej, uczą dzieci większej koncentracji i skupienia. Co więcej, aktywności ruchowe na świeżym powietrzu – w parku, lesie, w ogrodzie, czy przyblokowym trawniku – dają dziecku również możliwość stymulacji słuchowej i wzrokowej, bez ryzyka przebodźcowania, które towarzyszy zabawom z wykorzystanie elektronicznych zabawek.

“Brudna” zabawa pobudza także kreatywność i pomaga dziecku odkryć jego pasje 🙂 Dlaczego? Bo jest to zabawa swobodna, radosna, pozbawiona sterowania przez opiekuna i niczym nieograniczona (w granicach zdrowego rozsądku oczywiście 🙂 ) – są to idealne warunki do stymulowania dziecięcej wyobraźni i rodzenia się fantastycznych pomysłów 😀 Kto wie, może w ten sposób wychowacie wielkiego artystę, weterynarza, inżyniera czy genialnego szefa kuchni? 😉

Brudzenie się to również gwarancja chwili spokoju dla rodziców 😀 Im zabawa brudniejsza, tym bardziej wciągająca 😀

Brudzenie się naprawdę wspomaga prawidłowy rozwój dzieci. Pamiętajcie, że maluchy uczą się poprzez doświadczanie, a nie rodzicielskie zakazy 🙂 W ten właśnie sposób doświadczają one otaczającego go świata i poznają go. Nieustannie chroniąc dziecko przed możliwością pobrudzenia się uniemożliwiamy mu zdobywanie nowych, niezwykle cennych doświadczeń oraz – nie oszukujmy się – pozbawiamy je źródła olbrzymiej radości. Brudzenie się powinno być dla dzieci czymś naturalnym, a nie powodem do paniki, płaczu, a co gorsza histerii. A do tego właśnie może prowadzić nadmierna kontrola ze strony dorosłych. Ciągłe napominanie, mówienie o wszechobecnych zagrożeniach, bezustanne wycieranie rączek mokrymi chusteczkami, powstrzymywanie przed kontaktem z nawet niegroźnymi zwierzętami może hamować dziecko w rozwoju i doprowadzić nawet do powstania zaburzeń lękowych. Dlatego dla dobra własnego dziecka warto umożliwić mu samodzielne doświadczanie i odkrywanie otoczenia 🙂 Nawet kosztem czystości 😉

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.