Kiedy dziecko śpi – skrótowiec popkulturalny # 36

Dziś druga część skrótowca superbohatersko – maratonowego 🙂 Moje MarveLove trwa nadal 😉

Doktor Strange (2016) 8/10 – pamiętam, że z seansu wyszłam zachwycona i przekonana, że to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszych film Marvela. Teraz mój entuzjazm nieco wyparował, choć nadal uważam, że jest to film bardzo dobry. Największym plusem produkcji jest niewątpliwie strona wizualna – tu w zasadzie trudno się do czegoś przyczepić, a jeśli komuś podobały się efekty specjalne w Incepcji, tu też nie powinien być rozczarowany, bo wszystko jest bardziej 😉 Nieco gorzej film prezentuje się od strony fabularnej, zwłaszcza w drugiej części. Początek, owszem, jest obiecujący, podobnie jak cały proces przemiany tytułowego bohatera. Potem niestety jest już gorzej. Wątek walki z Kaeciliusem jest nijaki, pozbawiony głębi. Ta część opowieści jest zwyczajnie nudnawa, podobnie jak sam czarny charakter. A szkoda, bo obsadzenie w tej roli Madsa Mikkelsena wiele obiecywało. To naprawdę zmarnowany potencjał. Świetnie sprawdził się za to Benedict Cumberbatch jak Doktor Strange – to ten typ roli, w której aktor czuje się chyba najlepiej 🙂 Osobiście bardzo podobała mi się Tilda Swinton jako Starożytna (ta kobieta jest chyba w stanie zagrać wszystko 😉 ) i Rachel McAdams jako ukochana Strange’a, Christine Palmer. Chiwetel Ejiofor (Mordo) natomiast snuje się po ekranu bez celu… Chyba, że celem jest wprowadzenie do kolejnego filmu o przygodach maga, bo innego uzasadnienia dla tej postaci nie widać. Tak więc generalnie obsada na plus. Plusem są również dialogi, często pełne niewymuszonego humoru i luzu, które w ustach świetnych aktorów brzmią świetnie 😉

Strażnicy Galaktyki 2 (2017) 8/10 – kolejny produkcja, w której genialne i zapadające w pamięć dialogi stanowią jeden z głównych atutów filmu, za to fabuła mocno kuleje 😀 Ale w tym filmie opowiadana historia zdaje się mieć drugorzędne znaczenie 😀 Jest bowiem naiwna i tak przewidywalna, że to aż widza boli. Liczą się za to humor, niekiedy absurdalny, sarkazm, nieco kiczu w stylu kina klasy B, emocje i chemia między aktorami. I tego wszystkiego jest aż w nadmiarze 😀 Od strony wizualnej film prezentuje się ok, ale nie ma jakiś “wodotrysków”, które wywoływałyby efekt WOW, za to muzyka… 😀 Ścieżka dźwiękowa to po raz kolejny prawdziwe mistrzostwo 🙂 To w jaki sposób twórcy są w stanie znaleźć utwory pasujące do konkretnych scen zasługuje na naprawdę najwyższe uznanie.

Thor: Ragnarok (2017) 10/10 – wreszcie Thor, którego lubię tak samo jak po wyjściu z kina 😀 Być może to z powodu zabawnego i absurdalnego scenariusza, a może to zasługa kiczu w stylu lat osiemdziesiątych 😉 ? A kiczowate jest tu absolutnie wszystko, prócz gry aktorskiej i efektów specjalnych 😀 Historia jest generalnie bardzo prosta, zaskakujących zwrotów akcji raczej tu nie ma, chyba że uwzględnimy fakt, iż Thor i Loki mają rodzeństwo w postaci bogini śmierci Heli 😀 W filmie nie znajdziemy jakiś ukrytych znaczeń, podtekstów, jakiegoś głębszego przesłania. Nie, tu chodzi tylko i wyłącznie o dobrą zabawę i czystą rozrywkę 😀 Aktorzy świetnie się w tej konwencji czują, to zresztą bardzo dobrze widać, widać też między nimi chemię 😉 Chris Hemsworth rewelacyjnie sprawdził jako aktor komediowy, świetnie radzi sobie również Tom Hiddleston, ale film kradnie Jeff Goldblum w roli Grandmastera 😉 Dobrze wypadli Tessa Thompson jako Walkiria i Mark Ruffalo jako Hulk, zawiodła nieco zbyt pompatyczna Cate Blanchet w roli Heli.

Czarna Pantera (2018) 7/10 – byłam zachwycona tym filmem 😀 Zachwyt już co prawda minął, ale nadal dobrze się to ogląda 🙂 Jest to bez wątpienia film inny niż pozostałe z serii, czerpiący nieco z afrykańskiego folkloru, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że również (a może przede wszystkim) z kompleksów. Co więcej, sensu nawet jak na ten rodzaj filmu jest tu jak na lekarstwo (vibranium źródłem potęgi pod każdym względem, normalnie wszystko tu jest z vibranium, a vibranium jest dobre na wszystko 😀 ), a czarny (ups 😀 ) charakter jest tu naprawdę nijaki… Za to kobiety są tu rewelacyjne pod każdym względem 😀

Avengers: Infinity War (2018) 9/10 – fantastyczny, zrealizowany z ogromnym rozmachem film 🙂 Pamiętam, że po wyjściu z kina byłam w prawdziwym szoku, normalnie szczęka przy ziemi 😀 A jak Loki zginał to oczywiście łzę uroniłam, w końcu to jeden z moich ulubionych (anty)bohaterów 😉 Produkcja zachwyca i zaskakuje, jedynie w niektórych momentach powoduje irytację głupimi -delikatnie mówiąc – decyzjami niektórych bohaterów, podyktowanymi z przyjętym rozwojem scenariusza. Liczba pierwszoplanowych bohaterów nie przytłacza, a antagonista jest fenomenalny. Thanos to prawdziwy łotr: brutalny, okrutny, a przy tym inteligentny i zdeterminowany, by osiągnąć założony cel, niby szalony, choć może nie do końca… Jak to w Marvelu, nie brakowało akcentów humorystycznych, miło było również – po raz pierwszy chyba – poczuć tę niepewność co do dalszego losu niemal wszystkich postaci, które przez tyle lat przewijały się przez filmowe uniwersum niezagrożone, ubezpieczone bowiem kontraktem odtwórcy na kolejne filmy 😉 Aż do Infinity War 😉

Ant-Man i Osa (2018) 8/10 – trochę taka powtórka z rozrywki, niestety nieco gorsza od jedynki. W porównaniu z częścią pierwszą wszystko jest tu co prawda bardziej, ale niekoniecznie lepiej. Nadal jest z humorem i w duchu kina familijnego. Aktorsko błyszczy (ponownie 😉 ) zwłaszcza Michael Douglas, pozostali aktorzy trzymają poziom z części pierwszej. Wizualnie zachwyca przede wszystkim… Michelle Pfeiffer 😉

Kapitan Marvel (2019) 6/10 – no cóż, po kilku seansach zaczyna się dostrzegać jak słabo wypada Brie Larson w tytułowej roli, jak bardzo Samuel L. Jackson ten film kradnie, jak bardzo Jude Law nie ma co grać, bo jego postać jest totalnie nijaka i jak bardzo to wszystko jest zrobione na siłę. Plus za humor i kota 😉 I Bena Mendelsohna.

Avengers: Endgame (2019) 10/10 – zdecydowanie zmieniłam opinię o tym filmie. I to na plus – po kilku seansach podoba mi się bardziej niż Infinity War 😀 Zaskakujące? 😉 Avengers: Endgame, co może się wydać dziwne, jest jednocześnie filmem mrocznym, sentymentalnym i zabawnym. Dostaliśmy świetny finał całej serii, pełen emocji, humoru, doskonałych efektów specjalnych, choć niepozbawiony wad. Zawodzą m.in. sceny walki, mało spektakularne w porównaniu z poprzednimi produkcjami. Film jest też nieco za długi, te 20 minut mniej naprawdę zrobiłoby produkcji dobrze. Nie są to jednak wady odbierające jakąkolwiek przyjemność z oglądania 🙂 Aktorsko jest świetnie, chemii między poszczególnymi aktorami, delikatnie mówiąc, nie brakuje (zwłaszcza między tymi, którzy grają z sobą już od kilku lat 😉 ). Dialogi są świetne (jak zawsze? 😉 ), a historia jest dobrze napisana. Kryzysy bohaterów, trauma po tragedii spowodowanej przez Thanosa, chęć zemsty, poczucie winy, mechanizm wyparcia… Znajdziemy tu wszystko. Film kipi od emocji i wiele emocji wywołuje, to dla fanów prawdziwy wyciskacz łez. Idealne zamknięcie filmowego uniwersum Marvela.

Spider-Man: Daleko od domu (2019) 8/10 – kino superbohaterskie i teen movie w jednym 😉 To produkcja pełna nastoletniego, momentami żenującego humoru, młodzieńczych dylematów z jednej strony, a z drugiej zachwycająca pod względem wizualnym z mnóstwem mniej lub bardzie zaskakujących zwrotów akcji. Plus piękne europejskie scenerie i fenomenalny Jake Gyllenhaal.

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.