Kiedy dziecko śpi – skrótowiec popkulturalny #19

Udało mi się zrealizować jedno z październikowych zamierzeń 🙂 Otóż mama miała wychodne i poszła do kina 😀 Cóż to za niezwykłe osiągnięcie w XXI wieku 😀

Jak sugeruje powyższe zdjęcie, udałam się na seans Downton Abbey 🙂 Kinową kontynuację serialu, który – jeśli śledzicie bloga, a przynajmniej Skrótowca, w miarę regularnie zapewne to wiecie – absolutnie uwielbiam 😉 Czy film trzymał poziom serialu i czy było warto wybrać się do kina? 😉

Odpowiedź na pytanie drugie brzmi – jeśli jesteście fanami produkcji lub macie chociaż względne pojęcie na temat fabuły to tak. Jeśli jednak nie mieliście odtąd styczności z rodziną Crawley’ów, to lepiej zdecydujcie się na inny film 😉

I choć miło było mi powrócić do świata wykreowanego przez Juliana Fellowsa, do bohaterów, których polubiłam śledząc ich losy przez 5 sezonów i generalnie 2 godziny w kinie uważam za miło spędzony czas, to oglądając film trudno mi było oprzeć się wrażeniu, że oglądam przydługi świąteczny odcinek wyświetlany w kinie jako seans na życzenie dla grupy zapaleńców.

Fabuła była, co tu dużo mówić, przewidywalna aż do bólu (np. fakt, że wiem, kim jest tajemnicze mężczyzna z walizką już od momentu, kiedy pojawia się na ekranie trochę psuje satysfakcję z oglądania), a niektóre problemy, towarzyszące wizycie królewskiej pary w DA, wykreowane zostały nieco na siłę. Mam również świadomość, że jest to rodzaj produkcji w stylu “żyli długo i szczęśliwie” (choć wyjątki od tej reguły się w końcu czasami zdarzały), to tutaj poziom lukru jest jednak nieco za duży 😉 Ale tylko nieznacznie 😀

Film przesiąknięty jest charakterystycznym, znanym z serialu humorem. Nadal jest to zgrabnie opakowana w luksus, przepełniona sentymentem bajka – którą mimo wszytko kupuję 😉 – o minionych wspaniałych czasach i żyjących w harmonii brytyjskich arystokratach i ich wiernych służących. Nad kwestiami poważniejszymi (np. problem homoseksualizmu) pochyla się cokolwiek pobieżnie. Niemniej jednak poruszono w nim kilka takich zagadnień, nad którymi widz może, a nawet powinien się choć przez chwilę zastanowić.

Największą zaletą filmu – serialu zresztą także – jest obsada, zwłaszcza Maggie Smith jest jak zawsze fenomenalna jako Violet Crawley. Fabuła zdaje się jednak wskazywać, że w ewentualnej kontynuacji (zyski z filmu pozwalają snuć przypuszczenie, że jest ona możliwa) raczej już jej nie zobaczymy (a szkoda, bo ta postać to prawdziwy diament). Do zalet produkcji należą również zdjęcia i lokalizacja (Highclare Castle “w roli” DA), która na dużym ekranie wygląda jeszcze bardziej spektakularnie niż na nawet największym ekranie telewizora.

Podsumowując – i jednocześnie odpowiadając na pierwsze postawione na początku tego wpisu pytanie – filmowa kontynuacja Downton Abbey, mimo wszystkich swoich wad, to dobre, poprawiające nastrój, eleganckie i iskrzące inteligentnym dowcipem kino rozrywkowe, które ogląda się bardzo dobrze 🙂

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.