Kiedy dziecko śpi – skrótowiec popkulturalny # 33

Uwielbiam kryminały. A ten konkretny, jak już wspominałam na blogu, “atakował” mnie ze wszystkich stron 😀 Akcja marketingowa okazała się być najmocniejszą stroną tej niby kryminalnej niby komedii. A sama książka

Kółko się pani urwało

– sporym rozczarowaniem. UWAGA! Wpis zawiera SPOILERY!

Autor: Jacek Galiński

Cykl: Zofia Wilkońska 

Wydawnictwo: W.A.B. 2019, str. 304.

Miała być “Przezabawna komedia kryminalna, która swoim niebanalnym humorem porwie Cię od pierwszej strony”. No cóż, trochę nie wyszło. I jako kryminał, bo książka jest niesamowicie przewidywalna, i jako komedia, bo poczucie humoru autora średnio mnie bawiło. No ale to akurat jest kwestia subiektywna.

Główną bohaterką tej opowieści, a w zasadzie cyklu (jest już tom trzeci) jest mieszkająca w jednej z warszawskich kamienic starsza pani o imieniu Zofia i nazwisku Wilkońska. Niestety, ze swojej bohaterki autor uczynił stereotypową starą, skąpą i złośliwą zołzę. A do tego głupią jak but. Ale po kolei.

Początek jest nawet niezły. Jako emerytka, której się nie przelewa, nasza bohaterka jest łowcą marketowych promocji, gotowym dotrzeć po upatrzoną zdobycz, jadąc tramwajem do marketu na drugim końcu miasta, wraz ze swoim z lekka już zdezelowanym wózeczkiem zakupowym. Niestety, po powrocie z jednej z takich wycieczek okazuje się, że ktoś wyważył drzwi do jej mieszkania, splądrował je i ukradł wszystkie kosztowności i ważne dokumenty. Ale najgorsze jest to, że galowy mundur jej męża został zdeptany… Nasza bohaterka dzwoni na policję, ale jej przedstawiciela szybko uznaje za totalnego idiotę. I tu w sumie ma nawet rację… Z tej przyczyny postanawia dojść do prawdy sama, prowadząc własne śledztwo. Jest przekonana, że złodziejem jest jej pozbawiony jednej nogi sąsiad (to jeden z pierwszych idiotyzmów i jednocześnie dowodów na głupotę naszej bohaterki). Niestety, kiedy w ramach “śledztwa” udaje się do niego, podejrzany okazuje się być martwy. Co na to nasza bohaterka? W ramach oszczędności budżetowych kradnie zawartość jego kuchennych szafek, a żeby zatrzeć ślady czyści mieszkanie własnym mopem. Nie trudno się domyśleć, że sama staje się główną podejrzaną w sprawie o zabójstwo jednonogiego sąsiada. Aby udowodnić swą niewinność, Zofia podejmuje – kolejne – śledztwo. A w tle mamy jeszcze aferę na rynku nieruchomości i czyścicieli kamienic.

Książka jest bardzo niespójna. Bardzo rzadko rzeczywiście jest zabawna, ale głównie jest zwyczajnie irytująca. Podobnie jak sama główna bohaterka, która jest tak wnerwiająca, że mamy nadzieję, że na następnej stronie doniczka spadnie jej na głowę, albo zdarzy się coś jeszcze gorszego. Skoro napisałam Wam, że ukazał się trzeci tom, wiece, że nic się jej nie stało. Niestety…

Pani Zofii za nic nie da się polubić. To trochę takie babsko, któremu mimo posiadania złotego serca, życzysz jak najgorzej. Nie liczy się z nikim i niczym, zasady dobrego wychowania są jej – delikatnie mówiąc – obce, chyba, że dotyczą jej własnej osoby. Jest chytra, złośliwa, często zwyczajnie chamska. Bierze, co jej się, w jej własnym mniemaniu, należy (patrz: fragment o okradaniu zamordowanego sąsiada). Najpierw coś robi, dopiero potem myśli (patrz: fragment o podpaleniu śmietnika, celem włamania się do podejrzewanego sąsiada; okazuje się, że w śmietniku spał bezdomny, który trafia do szpitala, ale – zdaniem bohaterki – to jego wina, po co się szlaja po śmietnikach). Dylematów etycznych absolutnie brak. Podobne rozumu – w niektórych fragmentach bohaterka sprawia wrażenie tak głupiej i pozbawionej wyobraźnie, że aż się człowiek zastanawia, jak niskie mniemanie o emerytach ma autor. Przykład? Otóż płatny zabójca na zlecenie porywa naszą panią Zofię, trzyma ją w piwnicy przywiązaną do krzesła, grozi śmiercią itd.. Po jakimś czasie i kilku jakże zajmujących konwersacjach babcia ma mu przyrządzić ulubioną potrawę, a potem wspólnie oglądają porno. Przy czym babcia oczywiście nie orientuje się, że to porno… A, przy okazji pan gangster spełnia jej ostatnie życzenie w postaci przyspieszania terminu operacji wyznaczonego, jak to u nas, za lat kilka. Miłościwy zabójca siłą własnych lędźwi przekonuje urodziwą panią doktor do przesunięcia terminu na za dwa tygodnie, choć problemy z chodzeniem i ból krocza niczego naszej cnotliwej bohaterce nie sugerują…

I przy takiej emeryckiej jeździe bez trzymanki autor nagle serwuje moralizatorskie teksty o “biednych, niewidzialnych dla innych, młodszych ludzi staruszkach”, wyrzuconych poza nawias społeczeństwa. No takie poważne wstawki o życiu są trochę nie na miejscu i nie bardzo pasują do przyjętej konwencji. O charakterze samej bohaterki nie wspominając, która obraźliwymi tekstami zraża do siebie niemal wszystkich, którzy próbują jej pomóc.

Co jeszcze uderza w tej książce? Brak realizmu. Przykład? Lokalny posterunkowy, u którego nasza bohaterka zgłasza włamanie do swojego mieszkania okazuje się prowadzić śledztwo w sprawie trzech morderstw i nielegalnych przejęć kamienic. Do tego jest tylko nieco bardzie bystry niż nasza bohaterka. WOW, CSI to przy tym pikuś 😀

W sumie to trochę taka książka – mem, złożona ze stereotypowych opowieści o starych zrzędach, jakie krążą po internecie. Nawet wątek kryminalny z czyścicielami kamienic jest mało oryginalny, a samo rozwiązanie raczej przewidywalne – niestety domyśliłam się kto stoi za cała historią zaledwie po przeczytaniu mniej więcej 1/4 książki. No, nową Agathą Christie to autor raczej nie będzie… A ja poprzestanę na pierwszym tomie przygód pani Zofii.

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.