Kiedy dziecko śpi – skrótowiec popkulturalny #48

Dziś kilka recenzji serialowo – filmowych. Jeśli nie macie pomysłu na wieczór, może któraś z poniższych propozycji wyda się Wam warta obejrzenia.

Ryszard III (jakiś czas temu dostępny na HBO GO) 10/10 – będzie krótko, bo i wielu słów tu nie potrzeba. Wielokrotnie nagradzana, rewelacyjna, uwspółcześniona ekranizacja słynnej sztuki Shakespeare’a z fenomenalną międzynarodową, gwiazdorską obsadą. Film robi ogromne wrażenie – zarówno pomysł, by przenieść akcję do Anglii lat 30. XX stylizowanej na nazistowskie Niemcy, jak i realizacja to starzał w dziesiątkę. Świetne są kostiumy, scenografia, muzyka… No i oczywiście aktorstwo na najwyższym poziome z wybitną kreacją stylizowanego na Adolfa Hitlera Iana McKellena w roli tytułowej. Mistrzostwo i – skoro to już ponad 25 lat od premiery – absolutna klasyka kina.

Notting Hill 6/10 – może trochę wstyd się przyznać, ale obejrzałam tę słynną, kultową komedię po raz pierwszy dopiero niedawno. Jakoś tak nigdy z tym filmem było mi nie po drodze, mimo wielkiej miłości do Hugh Granta i sympatii do Julii Roberts. Cóż, pierwszy raz będzie zapewne ostatnim, bo film wydał mi się absolutnie nijaki, zbyt mało zabawny na komedię i mało romantyczny, jak na lekką produkcję o miłości. Scenariusz nuuuuudny… Hugh Grant grał rolę typową dla siebie z tamtego okresu swojej kariery, był zatem uroczo nieporadny niczym szczeniak, próbujący się wspiąć na zbyt wysoką kanapę, Julia Roberts natomiast – najbardziej wnerwiające swoje wcielenia. Chemii jak dla mnie brak między aktorami zupełny. Na plus klimat słodkich lat 90., czyli czasów mojej wczesnej młodości (ehh, sentymentalnie się zrobiło). Drugi plan przyzwoity, a błyszczy zdecydowanie Rhys Ifans w roli Spike’a, jednej z najbardziej charakterystycznych postaci w historii komedii romantycznych, którego uwielbiam, a w tym filmie w ogóle go nie poznałam 😀 Facet, jak wino, teraz wygląda zdecydowanie lepiej. A skoro już o powierzchowności piszę, jak w ogóle można wychwalać urodę Juli Roberts, kiedy tuż obok niej w filmie występuje prawdziwy diament, absolutnie zachwycająca Gina McKee? Doprawdy niepojęte.

Poszukiwacz przygód: Klątwa skrzyni Midasa (Netflix) 6/10 – dość przeciętne przygodowe kino typu telewizyjnego z dobrą obsadą (m.in. Sam Neil, Martin Sheen i Lena Headey), choć niemającą wiele do zagrania. Prócz odtwórcy głównego bohatera, który jest bardziej sztywny niż przysłowiowy kij od szczotki, co skutkuje nadaniem temuż bohaterowi cech irytujących widza (aż chcecie, żeby szwarccharakter zatriumfował…). Na plus wyróżniają się Martin Sheen, muzyka i kostiumy. Scenariusz co prawda nie porywa, aczkolwiek przyznać muszę, że dobrze się całość ogląda, jeśli jesteście w nastroju na tego typu klimaty lub należycie do fanów gatunku. A jeśli macie naście lat lub szukacie przyzwoitego filmu familijnego, to dajcie Poszukiwaczowi… szansę.

Kryptonim U.N.C.L.E (Netflix) 9/10 – inteligenta komedia Guy’a Ritchiego, kino rozrywkowo – sensacyjne na naprawdę wysokim poziomie. Akcję i humor reżyser dawkuje nam w odpowiednich proporcjach. Film jest świetnie dopracowany technicznie, scenografia i kostiumy wprowadzają nas do bajkowej, mocno wyidealizowanej wersji lat 60., którą ja osobiście z przyjemnością kupuję. Muzyka Davida Pembertona to prawdziwe mistrzostwo. Poszczególne utwory rewelacyjnie pasują do konkretnych scen i świetnie budują ich nastrój. Przyznam się, że posiadam nawet płytę ze ścieżką dźwiękową, co zdarza mi się niezwykle rzadko i za każdym razem słuchając jej widzę konkretne sceny z filmu – to też nie jest specjalne częste. Wszystko to buduje wyjątkową atmosferę, co tuszuje miejscami kulawy scenariusz. Największymi plusami produkcji są dialogi i aktorstwo, zwłaszcza pierwszoplanowe. Może obecnie to co napiszę, jest mało popularne i poprawne (mając na uwadze medialne zamieszanie wokół jednego z aktorów) ale męski duet Henry Cavill i Armie Hammer został dobrany idealnie, czuć między nimi chemię i widać, że dobrze czują oni role, które przyszło im zagrać. No i prezentują się doskonale 😉 Partnerująca im Alicia Vikander zachwyca może w mniejszym stopniu, za to Elizabeth Debicki w roli czarnego charakteru sprawdza się doskonale.

Księga czarownic sezon 2 (HBO GO) 8/10 – pierwszy sezon zdecydowanie nie skradł mego serca, w zasadzie obejrzałam go wyłącznie dla Matthew Goode’a, który jednym z moich ulubieńców jest 😉 Z podobnym – raczej sceptycznym – nastawieniem rozpoczęłam oglądanie drugiej odsłony. Jakiegoż miłego zaskoczenia doświadczyłam 🙂 Para głównych bohaterów (w tych rolach Matthew Goode i Teresa Palmer), po ucieczce w finale pierwszego sezonu trafiają do Londynu z czasów panowania Elżbiety I (tam rozgrywa się większa część akcji), by znaleźć tam schronienie przed wrogami z czasów im współczesnych, a przy okazji odnaleźć Księgę Życia, będącą obiektem pożądania wszystkich magicznych stworzeń. Ta zmiana czasu akcji, a w zasadzie jego podzielenie, bo mamy możliwość śledzenia losów bohaterów, którzy zostali w czasach współczesnych, wpłynęło na serial bardzo korzystnie. Czuć pewną świeżość, opowieść się rozwija i nabiera tempa, nie jest to już historia wyłącznie o amorkach, przy czym ona jest czarownicą a on wampirem, a zatem powinni się “nie lubić”. Podróż w czasie umożliwia bliższe poznanie postaci, zobaczenie ich od innej strony, zwłaszcza w przypadku wampirzej połówki naszej pary. Grany przez Goode’a Matthew Clairmont wraca bowiem do czasów, w których już żył, musi poniekąd zmierzyć się ze swoją skomplikowaną, niekiedy bolesną, a niekiedy mroczną, przeszłością, zobaczyć znów ludzi dawno nie widzianych. Dla bohaterki Palmer, Diany, to z kolei zupełnie nowe czasy i rzeczywistość, do których przyzwyczaja się nienaturalnie szybko. Ciekawie prezentują się nowi bohaterowie z czasów elżbietańskich (moim osobistym ulubieńcem jest Gallowglass 😉 to zapewne kwestia akcentu 😀 ). Na plus serialu zaliczyć można też wplecenie całej historii w szerszy historyczny kontekst. Ale ponieważ nie samą przeszłością człowiek żyje, w tym samym czasie dużo dzieje się także w teraźniejszości – i tutaj również jest bardzo ciekawie, czasami nawet ciekawiej 😉 Sezon drugi jest zatem zdecydowanie bardziej wielowątkowy i dużo ciekawszy niż jedynka. Od strony realizacyjnej produkcja również stoi na wysokim poziomie, uwagę przykuwają zwłaszcza scenografia i kostiumy. Podobnie sprawa ma się z grą aktorską. Wszystko to zapewnia nam dobrą, aczkolwiek lekką i niezobowiązującą rozrywkę, którą bardzo szybko i z prawdziwą przyjemnością się ogląda. Jak klasyczną bajkę, nawet jeśli opowiedzianą w nieco uwspółcześniony sposób.

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.