Kiedy dziecko śpi – skrótowiec popkulturalny #56

Choć z powieści awanturniczo – przygodowo – marynistycznych raczej już wyrosłam, sięgnęłam po nową powieść Stuarta Turtona z czystej ciekawości i ponownie, jak to było w przypadku Drogiej Pani Bird, urzeczona okładką. I nie żałuję, lektura drugiej powieści tegoż autora, której tytuł zdradza z jakiego rodzaju powieścią będziemy mieć do czynienia

DEMON I MROCZNA TOŃ

okazała się bowiem prawdziwą przyjemnością 🙂

Autor: Stuart Turton
Tytuł oryginału: The Devil and the Dark Water
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawnictwo: Albatros 2021, str. 512

Przede wszystkim, brawa należą się za piękne wydanie – mroczna, przykuwająca wzrok (zależy od wyboru, twarda bądź miękka) okładka oraz kremowe strony sprawiają, że książka stanie się ozdobą każdej biblioteczki i trzyma się ją w dłoniach z prawdziwą przyjemnością.

Powieść napisana jest z rozmachem, bardzo ładnym językiem. Autor proponuje czytelnikowi swoistą mieszankę gatunków literackich, co nie wszystkim odbiorcom może przypaść do gustu. Jest to niewątpliwie ukłon w stronę wielbicieli nieco zapomnianej już dziś powieści awanturniczo – przygodowej, a także powieści grozy i klasycznego kryminału. Nietrudno dostrzec w powieści Turtona inspirację twórczością Arthura Conan Doyla, jak również domieszki współczesnych nam thrillerów, a nawet horroru.

Fabuła należy do gatunku tych bardziej skomplikowanych i obfitujących w niespodzianki, próba jej streszczenia wydaje się zatem dość karkołomnym zadaniem, niemniej jednak spróbuję. Akcja toczy się w pierwszej połowie XVII wieku. Z portu w Batawii, czyli dzisiejszej Dżakarcie, do Amsterdamu wyrusza flotylla statków. Nasza uwaga nakierowana jest głównie na jeden z nich, Saardam, na którego pokładzie znajdują się nasi bohaterowie, do których należą m.in. gubernator Jan Haann z żoną, córką i kochanką, detektyw Samuel Pipps i jego towarzysz Arent Hayes, pastor z uczennicą oraz tajemnicza hrabina. Wszyscy oni to ludzie z przeszłością, potężnym bagażem doświadczeń, a do tego nie zawsze będący tymi, za których się podają. Są to zresztą postaci dobrze skonstruowane, ciekawie napisane, pełnokrwiste, choć nie zawsze dające łatwo się polubić. Statek wiezie także, równie tajemniczy co wspomniana hrabina, ładunek. Tuż przed wypłynięciem z portu trędowaty ostrzega załogę, że statek spotka katastrofa i nie dotrze do celu, po czym staje w płomieniach (z jakiegoś powodu scena ta kojarzy mi się z twórczością Dana Browna 😉 ). Mimo to Saardam wypływa w morze. Niemal nikt nie wierzy w przepowiednię, dopóki na statku nie zaczynają dziać się dziwne, niewyjaśnione i mroczne rzeczy, a nadprzyrodzone siły – w postaci legendarnego demona – ujawniają swoją obecność. Do tego dochodzą intrygi, kłamstwa, sekrety, ukryte zamiary, walka o władzę i wpływy, motyw zemsty. Atmosfera na statku coraz bardziej gęstnieje, ludzie zwracają się przeciwko sobie, panuje wrogość, ktoś ginie. Sprawę stara się rozwikłać Hayes (nowe wcielenie doktora Watsona 😉 ), wspierany przez Samuela Pippsa. W trakcie lektury zachodzimy w głowę, czy demon jest prawdziwy, czy też jest tylko wyobrażeniem? I czy Saardam i jego pasażerowie dopłyną do celu?

Może się wydawać, że za dużo tego wszystkiego, ale sprawne pióro autora radzi sobie doskonale z tym bogactwem wątków. Skończyłam lekturę Demona… z poczuciem zadowolenia, bo to naprawdę dobrze napisana, wciągająca od pierwszych stron powieść, która w zasadzie czyta się sama, jeśli oczywiście lubicie takie klimaty. Misternie skonstruowana fabuła świadczy o nieograniczonej wyobraźni i sporym talencie autora. Turton z ogromną łatwością wodzi czytelnika za nos, co i rusz podrzucając mylne tropy. Czy finał mnie zaskoczył? Po części tak, dlatego z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że dla mnie książka do przewidywalnych nie należy 😉 Teraz w moim przypadku nadszedł czas na nadrobienie zaległości i sięgnięcie po debiut Stuarta Turtona, czyli Siedem śmierci Evelyn Hardcastle, która od kilku miesięcy stoi na regale niczym wyrzut sumienia 😉 No i czekam z niecierpliwością na powieść nr 3 😉

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.