Kiedy dziecko śpi – skrótowiec popkulturalny # 11

Ponieważ mamy weekend, mam dla Was koleją porcję serialowych recenzji 🙂 Po wszystkich czterech produkcjach obiecywałam sobie bardzo wiele… Niestety, tylko jedna nie okazała się rozczarowaniem. W ogóle, w ostatnim czasie po zakończonym seansie czuję głównie niedosyt i rozczarowanie, mimo coraz większego wyboru seriali. A może właśnie dlatego, też tak macie? Piszcie 🙂

[expander_maker id=”1″ more=”Czytaj dalej” less=”Mniej”]

Marvellous Mrs. Maisel (Amazon Prime) mniej niż 1,5 sezonu 6/10 – mam duży problem z tym serialem. Po wielu przeczytanych recenzjach wypełnionych zachwytami i nagrodach, które zdobył oczekiwałam czegoś naprawdę super. I wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że serial powinien mi się podobać, jest w moim guście. A tu srogi zawód… Po pierwszych dwóch odcinkach pomyślałam “hmmm, może się później rozkręci”. Po wymęczonym pierwszym sezonie – “dam szansę, może w drugim będzie lepiej”. Po trzecim odcinku drugiego sezonu – “nie, już dłużej nie mogę”. Serial opowiada o młodej nowojorskiej rozwódce, wywodzącej się z dobrej żydowskiej rodziny, która posiadając talent komediowy zaczyna przygodę ze stand – upem. Pod względem wizualnym serial jest przepiękny – te zdjęcia, kostiumy, fryzury, mocno wygładzony obraz lat 50., w których toczy się akcja 🙂 Cudo. Muzyka jest wspaniała (przynajmniej dla mnie, lubię te klimaty typu Frank Sinatra, Perry Como, Dinah Washington…). Aktorsko też jest bardzo dobrze, doskonały jest zwłaszcza Tony Shalhoub (czyli Detektyw Monk 🙂 ) w roli ojca Mrs. Maisel (a w tych 3 odcinkach drugiego sezonu to już w ogóle 😉 ). Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Serial komediowy powinien być zabawny, prawda? No więc ten, moim zdaniem, nie jest. Były takie odcinki, w trakcie których nie uśmiechnęłam się (o śmiechu nie wspominam) ani razu. A te niby “żarciki” częściej bywały raczej irytujące niż zabawne. Podobnie jak główna bohaterka. No i historia jest, jak dla mnie, zwyczajnie N.U.D.N.A.

Good Omens (Amazon Prime) 1 sezon 10/10 – a tu zupełnie inna jakość i wrażenia 🙂 Dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam 😀 Jest to ekranizacja książki Terry’ego Pratchetta i Neila Gaimana, ze świetną obsadą, w tym z Davidem Tennatem (to jeden z tych aktorów, którzy mogą zagrać kamień albo drzewo, a ja i tak się będę zachwycała 😀 ) w roli demona Crowley’a i Michaelem Sheenem, który zagrał anioła Azirafala 🙂 Rewelacyjnie irytujący jest Jon Hamm jako Archanioł Gabriel 😀 Większość obsady zresztą wygląda jakby świetnie bawiła się rolami, jakie przyszło im zagrać. W skrócie, Dobry omen to świetna, pełna absurdów surrealistyczna komedia z dużą dawką muzyki Queen o tym jak zaprzyjaźnieni anioł i demon próbują powstrzymać Apokalipsę. Komedia, w której, mimo zaledwie 6 odcinków zdarzają się pewne dłużyzny i niedociągnięcia. Ale w ogólnym rozrachunku moim zdaniem giną one gdzieś pomiędzy próbą zgładzenia nastoletniego Antychrysta o ekologicznym zacięciu a okrutnym korporacyjnym obrazem Piekła i Nieba 🙂 A poza tym, jest to jedna z tych zwyczajnie przyjemnych produkcji, które poprawiają humor i wprawiają w dobry nastrój 🙂 Gorąco polecam.

I am the night (HBO GO) 1 sezon 6/10 – historia zapowiadała się ciekawie, nawet bardzo ciekawie. Początek był obiecujący. Serial ma też fajny klimat – opowieści w stylu noir. Nieco gorzej poszło z wykonaniem, bo dość często akcja bardzo “siadała”. Niekiedy robiło się naprawdę nudno. Historia odnosi się pośrednio do słynnego morderstwa Czarnej Dalii. A to za sprawą Fauny Hodel (mdła India Eisley), nastolatki (wychowanej, jak się okazuje, przez matkę zastępczą), która dowiaduje się, że jej dziadkiem jest George Hodel, główny podejrzany w tym do dziś nierozwiązanym morderstwie. Serial ma też drugiego, paradoksalnie ciekawszego, bohatera w osobie fikcyjnego reportera Jaya Singletary (bardzo dobry Chris Pine), którego dziennikarska kariera załamała się, gdy wszedł w drogę bardzo wpływowemu George’owi Hodelowi. Spotkanie z Fauną stanowi więc dla niego drugą szansę. Cóż z tego, kiedy scenariusz jest przewidywalny, a dialogi wołają niekiedy o pomstę do nieba?

Tabu (HBO GO) 1 sezon 7/10 – skusiłam się na tę produkcję z trzech powodów: Tom Hardy, obiecywany mroczny nastrój, ciekawie zapowiadająca się fabuła – James Keziah Delaney  powraca z Afryki by pomścić śmierć ojca i popada w konflikt z potężną Kompanią Wschodnioindyjską. Po obejrzeniu muszę przyznać, że tylko pierwszy powód okazał się zasadny 😀 Tom hardy jest bardzo dobry, jak zawsze zresztą. Mroczny nastrój to głownie ciemne kadry, stroje i wszechobecny syf. A fabuła jest, nie wiem jak to się stało, ale nudna. Na pozór wszystko tu gra: są wyraziste postaci, wielowątkowa fabuła, zwroty akcji. A jednak rezultat jest pozbawiony wyrazu, brakuje emocji… I nawet świetna obsada (wyłączam z tego grona wyjątkowo irytującą Ooonę Chaplin w woli siostry głównego bohatera), z rewelacyjnym Tomem Hardy’m na czele, oraz perfekcja tej produkcji od strony technicznej nie są w stanie tego zmienić. Mimo wszystko warto Tabu zobaczyć, choć na obiecywany drugi sezon raczej się nie skuszę. Zbyt obojętną pozostawiło mnie zakończenie pierwszego….

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

[/expander_maker]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.