Podsumowanie grudnia 2020, nie tylko na blogu

Święta, Święta i po Świętach. Już nawet o Nowym Roku zdążyłam zapomnieć, czas ostatnio pędzi strasznie 😉 Ale skoro to już ten czas, to znaczy, że najwyższa pora podsumować grudzień tego dość nieciekawego roku.

W grudniu 2020 opublikowałam 7 wpisów, z których cztery najchętniej czytane to:

Zestawienie 5 najchętniej czytanych wpisów przedstawia się następująco:

Uwaga, uwaga, w grudniu w Łodzi widziano śnieg 😀 Nawet dwukrotnie (albo nawet trzy, mam już swoje lata, to i dokładnie nie pamiętam 😉 ) A zatem dziecię moje w końcu miało okazję zobaczyć śnie na żywo, a nie w książce. Drugi raz w tym bardziej świadomym okresie życia. Tym razem mu się spodobało i to bardzo. Udało mu się nawet porzucać śnieżkami, ale lepienie bałwana i sanki niestety pozostały w sferze niespełnionych marzeń – trochę za mało spadło białego puchu, no i stopniał bardzo szybko. Nadal jest dla mnie czymś w jakimś sensie przedziwnym, żebym musiała w połowie grudnia dzieciaka szykować do wyjścia na wariackich papierach, byleby zdążył się pobawić zanim śnieg zniknie. Mając w pamięci zimy z własnego dzieciństwa, kiedy to śniegu miewałam po pas. A teraz mój syn patrzy na lekko zakrywającą ziemię powłoczkę i mówi z zachwytem “Patrz, mamusiu, ile śniegu…”. Przykre i straszne…

Skoro był grudzień, musiała być choinka 🙂 A właściwie nawet dwie 😉 Młody bowiem bardzo chciał mieć własną. No i miał, małą choinkę w swoim pokoju, którą z dużym zapałem pomagał ubierać. A zanim została udekorowana ciągnął ją za sobą po całym mieszkaniu 😀 Byli niemal nierozłączni 😀

Choinka numer dwa to już zdecydowanie większy model. Ponieważ w tym roku, z raczej wiadomych przyczyn, Święta spędziliśmy w domu, postawiłam na swoim i tym razem choinka była żywa (a zatem jeden z celów postawionych sobie do realizacji na grudzień udało mi się osiągnąć) 😉 Po zakładaniu lampek Pan Mąż stwierdził, że miało to miejsce po raz pierwszy i ostatni. Co prawda, nadal uważam, że to lekka przesada 😉 ale po przystrojeniu drzewka bombkami lepiej rozumiem, skąd wzięła się nazwa świerk kłujący 😀 Jedynym członkiem rodziny odpornym na właściwości obronne drzewka był Dżordż. Jemu to w ogóle nie przeszkadzało, zresztą namiętnie wykorzystywał choinkę w swoich zabawach, np. jako kryjówkę dla różnych figurek. Hmmm, może to odporność nabyta po szczepieniach, w końcu dzieci mają dzięki nim dość częsty kontakt z igłami 😀

Przy okazji ubierania choinki, Pierworodny pokochał choinkowe łańcuchy 😀 Przez pewien czas stały się nawet zamiennikiem bibuły i znalazły szereg nowych zastosowań, o których nawet bym nie pomyślała 😀 Co prawda nie bardzo nadają się już do powieszenia na choince, ale radość dziecka bezcenna 😉

Jednym z hitów miesiąca było pieczenie. W kuchni Młody gościł dwukrotnie: najpierw wspólnie szykowaliśmy piernik świąteczny, a kilka dni później czekoladowe ciasto. Nasze sesje wspólnego gotowania okazały się dla Młodego świetną zabawą i źródłem dużej satysfakcji – był z siebie bardzo dumny 😀

Później nie mógł się doczekać spróbowania swoich wypieków, ale piernik chyba trochę go rozczarował 😉 Nie zrozumcie mnie źle, wyszedł naprawdę przepyszny, ale Dżordż chyba nie do końca tego się spodziewał 😀

Za to czekoladowe ciasto łakomczuchowi zasmakowało, podobnie jak polewa do piernika 😉

Wielką grudniową frajdą były przebieranki. Dżordz miał na tym punkcie istnego świra przez pewien czas 😉 I tak przymierzał różne czapki, kapelusze, nauszniki…

Kazał sobie nawet zrobić brodę (z braku innych surowców i czasu, bo wszystko musi przecież być na teraz, z ręcznika papierowego 😀 ), ponieważ zapragnął zostać Mikołajem 😀

Okres przedświąteczny oznacza zazwyczaj przynajmniej dwie rzeczy: dekoracje ulic, sklepowych witryn i centrów handlowych oraz bożonarodzeniowe jarmarki.

Aby Młodemu zapewnić jakąś rozrywkę, odskocznię od codzienności, dwukrotnie postanowiliśmy zrobić sobie spacer ulicą Piotrkowską, żeby sobie pooglądał światełka, a przy okazji chcieliśmy zobaczyć jak się prezentuje nasz jarmark. W ubiegłym roku był, delikatnie mówiąc, taki sobie. W tym roku, mimo sporej ilości stanowisk nie było dużo lepiej. No chyba, że ktoś na tego typu imprezie lubi nabywać drogą kupna afrykańskie dekoracje lub produkty z Turcji. Czyli coś niewątpliwie w klimacie lokalnego folkloru i Bożego Narodzenia.

Niemniej jednak jest to zawsze jakaś rozrywka dla małego dziecka, zwłaszcza jeśli może przy okazji zjeść gofra. Dla dorosłego frajda jest nieco mniejsza, zwłaszcza, że pustawa ulica robiła raczej przygnębiające wrażenie. Ciemne w dużej mierze witryny, pozamykane gastro, część lokali ewidentnie na zawsze zakończyła działalność, część działa chyba tylko na dowóz, bo nawet na wynos raczej nie… Przykry, mimo tych wszystkich lampek i instalacji, widok…

Z innych planów grudniowych, o dziwo ogarnięcie prezentów poszło całkiem sprawnie, a i same Święta minęły w zasadzie bez perturbacji (na całe szczęście i o dziwo 😀 ), ale żeby nie było, że grudzień minął całkowicie bezproblemowo przyplątała się do mnie jakaś jelitówka i trzymała całkiem mocno… Tyle dobrego, że Młody nie załapał. Był też bardzo troskliwy – przynosił mi swoje drewniane jedzenie, żebym się lepiej czuła i miała siłę. No i grał mi gitarowe koncerty z przedpokoju 😀

Rozwój mowy. Mały gaduła wreszcie nauczył się mówić hipopotam, zamiast hipotopam 😉 Zamiast kiełbaska mówi kujbaska 😉 Nadal bezustannie pyta “dlaczego?”, “dlaczego?”, “dlaczego?”, “dlaczego?”… Ma już stałe powiedzonko – chce coś robić (najczęściej chodzi o bawienie się) tylko dwie minutki. Miał też kilka rozbrajających wypowiedzi w ubiegłym miesiącu, ale niestety zapamiętałam tylko jedną. Ja (o pisankach wodnych, które leżą wysoko na regale): Synku, nie sięgniesz ich, są za wysoko. Młody (biegnie do regału i staje na palcach najwyżej, jak tylko może): Ja wiem, co ja lobię. 😀

Czas na zabawę i zabawki 🙂 Było już o przebierankach. Nadal chętnie tańczył (i/lub biegał), tym razem do świątecznych piosenek. Koniecznie musiały być odpowiednio szybkie. Hitem był utwór Santa Claus Is Comin’ To Town Jackson 5 😉 Zabawa w chowanego nadal cieszyła się dużą popularnością. Chętnie sięgał po Duplo, wszelkie pojazdy, puzzle, układanki i gry (szczególnie memo).

No i oczywiście prezenty mikołajkowo – gwiazdkowe. Tutaj zapewne decydował czynnik nowości, ale oczywiście to były zabawki, którymi bawił się w grudniu najchętniej: kuchnia Elefun (w końcu może w pełni się realizować, jeśli chodzi o gotowanie 😉 teraz zresztą gotuje dla wszystkich, łącznie z miśkami 😀 ), maskotka Skye z Psiego Patrolu, pojazd Monster Roller SuperZings S (wymarzone auto z jednego z katalogów z zabawkami), traktor leśny Fendt (podobnie, jak poprzedni), zestaw Psi patrol. Czas na zabawę (książeczka i figurki, którymi bawił się bez przerwy) oraz autostrada Playtive Junior.

Z planów grudniowych udało mi się również zrealizować – ku mej wielkiej radości – ten dotyczący czytania Pierworodnemu świątecznych książek (KLIK i KLIK) 😀 Nie bez trudności, początkowo bowiem nastawienie Młodego przypominało ubiegłoroczne – początkowo zupełnie odmawiał współpracy, za wyjątkiem pierniczkowej Jadzi Pętelki. Potem, na szczęście było już lepiej 🙂 Udało nam się przeczytać wszystkie, niektóre zdecydowanie częściej niż inne. Szczególnie do gustu przypadł Dżordżowi Tupcio Chrupcio.

Minął też okres niezdecydowania, jeśli chodzi o wybór lektur. Ponownie stał się raczej czytelnikiem wiedzącym, na co ma ochotę. Choć w grudniu czytaliśmy mniej. Niekiedy tylko wieczorami. Ewidentnie podekscytowanie nowymi zabawkami wzięło górę 😉 Oprócz książek o tematyce zimowo – świątecznej najchętniej czytaną książką była Trolle 2. Moje bajeczki o trollach. Nieczęsto to mówię (a w zasadzie piszę), ale matko, jak ja tej książki nie cierpię. Jest absolutnie koszmarna… Młody miał fazę czytania jej bez przerwy, a ja najchętniej wyrzuciłabym ją przez okno. To czemu ją w ogóle mamy? Hmmm, Dżordż uwielbiał plakat z filmu Trolle 2, który wisiał na przystanku autobusowym. No i jak to z plakatami zazwyczaj jest, w końcu przestał wisieć, pojawił się nowy. Młody był strasznie smutny i za każdym razem pytał, kiedy trolle wrócą, kiedy więc przypadkiem zobaczyłam w Biedronce książeczkę, kupiłam ją w ciemno. Radość dziecka była ogromna, chodził z nią wszędzie jak z przytulanką 🙂 No i ciągle chciał ją czytać – zatem było warto, mimo że każda jej lektura sprawia mi ból 😉

W grudniu wreszcie wróciłam do książek, choć sporo udało mi się również obejrzeć. Skończyliśmy z Panem Mężem Od nowa (co za koszmarny serial) i The Crown, zaczęliśmy Gambit Królowej. We własnym zakresie rozpoczęłam przygodę z Quizem oraz Stewardesą, obejrzałam też typowo familijno – romantyczną produkcję Sekret: Odważ się marzyć (trochę takie hallmarkowe kino, ale pozytywne i przyjemne w odbiorze). Co do książek, wymęczyłam wreszcie do końca Krew Elfów Sapkowskiego… Początek był naprawdę obiecujący, ale później było już tylko nudniej. Oby dalsze części okazały się ciekawsze. Póki co od Wiedźmina musze odpocząć, dlatego powróciłam do Wojennej Korony Cherezińskiej i zaczęłam lekturę Grypy. Stu lat walki Jeremy’ego Browna.

Plany na styczeń? Pomijając kwestie kulturalne, chyba raczej brak. Niby styczeń to taki dobry czas na plany – wiecie, noworoczne postanowienia i tak dalej – ale najzwyczajniej w świecie nie chce mi się 😉

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.