Podsumowanie lutego 2020, nie tylko na blogu

Skoro mamy już marzec i to całkiem zaawansowany, to znaczy, że po pierwsze – blog działa już rok 😉 , a po drugie – najwyższy czas na podsumowanie ubiegłego miesiąca 🙂

W lutym 2020 opublikowałam 12 wpisów, z których najchętniej czytaliście:

Natomiast 5 najpopularniejszych wpisów w lutym w ogóle to nadal:

Z planów lutowych guzik nam wyszło – nici z basenu, walentynkowego wyjścia, a bez dziecka to już w ogóle 😀 Powody były dwa. Po pierwsze, całą naszą trójkę dopadła jakaś infekcja i trzymała się nas dość długo. Przez to Młody przez cały miesiąc nie chodził do żłobka, bo – kiedy już wyzdrowiał – postanowiliśmy to wykorzystać i w końcu go zaszczepić z użyciem szczepionki trzymanej w lodówce od września ubiegłego roku. Jakoś tak ciągle był albo chory, albo coś innego wypadało. Drugi powód to powódź, jaka nas nawiedziła na początku miesiąca. A to za pośrednictwem sąsiadów, którym zepsuła się zmywarka. I tak sobie woda leciała z sufitu, aż mnie obudził przebłysk świadomości, że przecież jest zima, więc to nie deszcz lejący się przez otwarte na noc okno 😀 Ach ta kobieca czujność 😉 Obaj moi mężczyźni spali sobie snem sprawiedliwego 😉 A zatem szykuje nam się remont… Normalnie ekstra 😉

Z planów udało nam się zrealizować dwa: nabyć prezenty urodzinowe dla Dżordża i zamówić urodzinowy tort oraz lokal. Wow. Skala robi wrażenie 😀

Kiedy Pierworodny wyzdrowiał, dwukrotnie wybrał się do ZOO w towarzystwie Pana Męża. Określenie “wybrał się” sugeruje, że sam podjął taką decyzję. I tak było 😀 Pewnego popołudnia w środku tygodnia (ok. 17.00) wystawił swoje krzesełko do zakładania bucików i same buciki do przedpokoju i oznajmił “ZIO”. Po dłuższych perswazjach dał się łaskawie namówić na zmianę terminu wyjścia na weekend – poskutkował argument, że zwierzątka idą zaraz spać 😀 Oczywiście największą atrakcją okazały się być pawie, w tym miesiącu prezentujące dumnie swoje ogony 🙂

Młody odwiedził tez palmiarnię, gdzie podziwiał m.in. kaktusy (“ała”) i z dumą nosił swój plecaczek 😀

W miarę przyzwoita pogoda umożliwiła również wypada na plac zabaw. Zamiast zjeżdżalni i huśtawek hitem okazała się możliwość grzebania w piachu 😀 Z ogromną satysfakcją przyjęliśmy fakt, że Pierworodny przestał piach zjadać – a tak było jeszcze podczas naszego wrześniowego wyjazdu 😀 Jak na dużego chłopca przystało szalał z łopatką 😀

Widać postępującą coraz bardziej “niezależność” mojego dwulatka 😉 Przejawia się głównie tym, że albo odmawia pomocy w sprzątaniu zabawek, po zrobieniu we wszystkich pokojach pobojowiska absolutnego (w końcu i tak zazwyczaj pomaga 😉 ), albo odmawia oddania czegoś, z czym postępuje niezgodnie z przeznaczeniem i zasadami bezpieczeństwa (w stylu “gryzę bransoletkę lub spiczastego klocka i za nic na świecie ci, Matko, tego nie oddam, ba, będę uciekał z tym przez całe mieszkanie piszcząc wniebogłosy 😉 ), albo – to przypadek najczęstszy – je dość wybiórczo, odmawia jedzenia (“bleee”) tego, co jeszcze dwa miesiące temu było jednym z ulubionych dań lub warzyw (czytaj: pierogi, zielona fasolka, marchewka, pietruszka…). Mam nadzieję, że to etap przejściowy 😉

Co do rozwoju mowy, straszny się z Pierworodnego zrobił gaduła 😀 Buzia mu się nie zamyka, nawet przez sen 😀 Młody wytrwale próbuje naśladować to, co mówimy, z różnym skutkiem 😉 Nauczył się wielu nowych słów: “ajo” (halo), “ceść” (cześć), “dzie” (gdzie), “koko” (kura), “to tam?” (kto tam?), “dom”, “uff” (oznaka ulgi), “paw”, “dzwi” (drzwi), “Poko” (imię małpki z książki), “ati ati” (no ten zwrot związany z karcącym ruchem palca), “Lalo/Lolo” (imię bihatera książki), “bam”, “puk puk”, “juć” (już), “okej”. Coraz częściej tworzy wypowiedzi dwuwyrazowe, ulubione to “a tak/o tak/a no tak” 😀 Słowa miesiąca to nadal “gagao” i “buła”, nowe to “okej” 😀

Nowy szał to skakanie – już się nauczył, więc teraz wszędzie skacze doskonaląc nową umiejętność. A z łóżka zrobił sobie trampolinę 😀 Nadal chętnie tańczy i podśpiewuje 😀 Chętnie również pomaga w sprzątaniu, ale w tym miesiącu odkurzacz wypadł z łask – króluje mop 😀 Za każdym razem kiedy mopuję podłogę, Młody leci po swój mop, chwyta wiaderko i domaga się wlania do niego wody a potem “pomaga” 😀

Namiętnie ogląda Świnkę Peppę (chyba czuje pokrewieństwo z George’m 🙂 ) oraz słucha różnych dziecięcych piosenek podczas porannych i wieczornych zabiegów pielęgnacyjnych – króluje Wheels on the bus we wszystkich możliwych wersjach językowych 😀 Domaga się również śpiewania wersji angielskiej przez rodziców 😀 Słuchaniu piosenki towarzyszy bogata gestykulacja, podpatrzona w jednym z teledysków 😉

W lutym Młody sporo czytał 🙂 Topowe książki tego miesiąca to:

  • perypetie małego nosorożca Adasia, czyli Nie i Już Tracey Corderoy i Tima Warnesa 🙂
  • Gruffalo, którą przez pewien czas byliśmy zmuszeni czytać po kilka razy dziennie – a konkretnie te strony, gdzie pojawiała się potwór 😀
  • Dżordżowy hit od kilku miesięcy, czyli Uwaga, to niebezpieczne! z serii Obrazki dla maluchów
  • książki o zwierzętach, które można spotkać w ZOO – Wielka Księga Ssaków oraz O rety! Przyroda świata
  • do łask powróciły wyszukiwanki Lila w podroży dookoła świata oraz dwa tomy Małego świata 🙂
  • Kliknij mnie! – nie spodziewałam się, że ta interaktywna książka okaże się takim hitem 😀
  • Niezwykły lot z panią królik – kolejna tłuczona aż do znudzenia (przez rodzica, nie dziecko) książka, tym razem z serii o Śwince Peppie 🙂

Czym najchętniej Młody bawił się w styczniu? Pluszakami i kompletem kuchennym, choć widać już pewne chwilowe znużenie gotowaniem 😀 Przez co rozumiem, że nie bawi się nim przez 90% całkowitego czasu poświęconego na zabawę 😀 Bardzo lubi miśkom urządzać przyjęcia 😀

Z zainteresowaniem, jakim nie cieszyły się nigdy dotąd, spotkały się w lutym wszystkie klocki – drewniane, Duplo, Clementoni 😉 Coraz chętniej i częściej powstają pierwsze konstrukcje, które jednak bardzo szybko znikają z powierzchni ziemi, rodzice muszą zatem w ekspresowym tempie podziwiać i bić brawo 😀

Niezmiennym powodzeniem cieszą się pojazdy 😀 Super jeździ się zwłaszcza na nowej macie 🙂

Nowością są gry, z którymi podjęliśmy pierwsze próby w tym miesiącu 😀 Powiedzmy, że generalnie, jak na “pierwszy raz” – było dobrze 😀 Zwłaszcza loteryjka cieszy się nieustającą popularnością 😉

W lutym skończyłam wreszcie Betonię Beaty Chomatowskiej. Obejrzałam (dokończyłam również te przerwane przez sezon oscarowy) kilka seriali, w tym Wiedźmina, Mroczne materie (uff, wreszcie dokończone), Nowego papieża, rozpoczęłam kilka innych: trzeci sezon Sabriny i czwarty The Expanse. Może w tym miesiącu je skończę, ale jakoś nie mam serca do seriali ostatnio…

Plany na marzec? Tym razem idziemy na spontan, bo z planów ostatnio nam mało wychodzi 😀 Jedyne pewne plany to urodzinowy obiad Młodego i kontynuacja nauki picia z otwartego kubka. Z planów kulturalnych, czekają na mnie – od ubiegłego miesiąca – Dublin Edwarda Rutherforda oraz Wojenna korona Elżbiety Cherezińskiej. Czas nadrobić te zaległości 🙂

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.