Podsumowanie października 2020, nie tylko na blogu

Koniec października już nastał, czas zatem go podsumować 🙂

W październiku 2020 opublikowałam 8 wpisów, z których cztery najchętniej czytane to:

Żeby nieco ożywić comiesięczną prezentację statystyk, w tym miesiącu nie będzie zestawienia 5 najpopularniejszych wpisów minionego miesiąca 😉 Poniżej mam dla Was natomiast zestawienie 5 najchętniej czytanych wpisów z kategorii Gadżety i akcesoria:

Tradycyjnie Młody odwiedził kilkukrotnie zoo, niestety nie udało nam się zawitać do żadnej sali zabaw w minionym miesiącu – nie zdążyliśmy przed ich zamknięciem…

W ostatniej chwili udało nam się zawitać do Galicji w łódzkiej Manufakturze, do której wybraliśmy się w poszukiwaniu wewnętrznego placu zabaw. Niestety, zarządzający obiektem podeszli dość rygorystycznie do covidowych przepisów, bo tamtejsze place zabaw zostały tam zamknięte. Dobrze, że trafiliśmy na jakąś prezentację samochodów, przynajmniej Młody miał jakąś atrakcję o charakterze motoryzacyjnym 😉 I jak widać szykuje nam się niezły kierowca 😉

Otwarty plac zabaw szczęśliwie udało nam się znaleźć w innym centrum, podczas wizyty w IKEI. Z której, ponadto, ktoś wyszedł bogatszy o pluszowego lwa pokaźnych rozmiarów 😉

Każdego dnia korzystaliśmy z lepszej, dość ciepłej, sprzyjającej spacerom pogody.

Oprócz tradycyjnej rozrywki w postaci dokarmiania kaczek i wiewiórek, Młody odważył się spróbować swoich sił na trampolinie. Jednej z wielu dostępnych na pokaźnym placu zabaw w łódzkim parku Zdrowie.

Po złapaniu pierwszego zająca (skutkującego pięknym siniakiem – nie pytajcie… :-D), nadal chciał skakać, ale już nie sam. Ło matko, jakie to skakanie męczące 😀 Dobrze, że rodzice mogli się wymieniać, bo dzieci są naprawdę zmęczenioodporne… To uczucie jest im zwyczajnie obce 😀 Widać ten brak nadrabia się w późniejszym życiu 😀

Następnie udaliśmy się na kolejny plac zabaw w tym samym parku, w poszukiwaniu kolejnych źródeł rozrywki. Jak widać na poniższych zdjęciach, nasze poszukiwania zostały nagrodzone i udało nam się znaleźć szereg atrakcji 😉

Uczestniczyliśmy też w naszej kolejnej, trzeciej już, anglojęzycznej playdate organizowanej przez Kidpeek books – angielskie książeczki dla dzieci. Hitem dla Młodego okazała się zabawa w Stary niedźwiedź mocno śpi (w wersji anglojęzycznej, oczywiście 😀 ), bawił się wtedy rewelacyjnie 😉 Cóż, w najbliższej przyszłości kolejnych spotkań niestety, z wiadomych powodów, nie będzie. Szkoda, bo w ten sposób Młody traci kolejną możliwość kontaktu z dziećmi w zbliżonym wieku.

Pandemia nieco pokrzyżowała nam plany na październik. Planowaliśmy basen. No cóż, zamknięto zanim zdążyliśmy. Z salą zabaw podobnie. Do teatru nie poszliśmy, jednak nie z powodu koronawirusa, a repertuaru. Sporo jednak udało się zrobić – przede wszystkim rozpoczęłam lekturę sagi o wiedźminie, ale o tym słów kilka nieco później. Przede wszystkim udało się jednak rozpocząć wspólne, rodzinne gotowanie 🙂 Okazało się to bardzo przyjemnym doświadczeniem dla wszystkich uczestników i póki co, straty w ludziach w zasadzie zerowe 😀 A gotowaliśmy już dwukrotnie – za pierwszym razem upiekliśmy ciasteczka, a za drugim zrobiliśmy sałatkę 🙂 Co więcej, wyszedł z tego nowy cykl na blogu 🙂

Skoro już o jedzeniu mowa – spożywczą miłością października (oprócz tradycyjnie ukochanych kakao i czekolady) zostały tosty z masłem 😉

Postępy w odpieluchowywaniu określiłabym mianem mocno umiarkowanych. W zasadzie stoimy z tym w miejscu, ponieważ Młody generalnie nie zgłasza jeszcze potrzeb fizjologicznych, jakichkolwiek – z małym sukcesem, kiedy jeden jedyny raz zgłosił potrzebę kupki. Sadzamy na nocnik, tłumaczymy, ale jeśli już coś zgłasza, to po fakcie. Mokre majtki treningowe przeszkadzają mu w stopniu znikomym (co specjalnie mnie nie martwi, bo jako dziecko wychowane na tetrze generalne też miałam to gdzieś 😀 ). I to tyle.

Raz udało się nam zasnąć bez cyca i to przy nocnym zasypianiu. Sukces z czystego przypadku. Po tym jak Młody przydzwonił mi głową w szczękę tak się wystraszył, że odwrócił się na drugi bok i chyba udawał, że go nie ma. I zasnął 😉 Widać się da, jak się chce 😉

Nadal ogromna z niego gaduła, która uwielbia aktywnie uczestniczyć w konwersacji. Gdy dorośli rozmawiają między sobą, stara się tę rozmowę przerwać tekstem “Nie rozmawiajcie”. Nadal niezmordowanie pyta “dlaczego?” 😀 Miał kilka naprawdę zabawnych tekstów w tym miesiącu, ale wszystkie wyleciały mi z głowy. Tak to bywa, jak się nie notuje na bieżąco… 😉

Czas na zabawę i zabawki 🙂 Bardzo chętnie bawił się swoimi figurkami i zestawem mebelków. Pewnie skończy się na zakupie domku, który będzie mógł urządzać 😉 Na topie były też resoraki wraz z garażem, mniejszym zainteresowaniem natomiast cieszyły się duże samochody. Do łask wróciły też klocki.

Nadal chętnie bawił się bibułą 😀

Realizował się też artystycznie – czy to przy użyciu cieni do powiek…

…czy też farb 🙂

Bardzo chętnie układał puzzle i sięgał po gry, w tym planszowe. Nadal w użyciu były pluszaki i basen z kulkami 🙂 Nie zbrakło też nowości: pojazd Venus z serii o Strażaku Samie, z którego Młody, jako wielki entuzjasta bajki bardzo się ucieszył…

…figurki z tej samej serii, …

…para Fajniaków (bez komentarza 😀 Dąb Dyzio to teraz wielka miłość Młodego 😀 ), …

…wspomniany lew z IKEI, …

oraz puzzle CzuCzu Mapa Świata z figurkami.

Bardzo dużo w tym miesiącu czytaliśmy i to pozycji bardzo różnych. Wyjątkowo trudno byłoby wytypować pozycje czytane dużo częściej niż inne. Mieliśmy jednak kilka nowości: Kubuś i przyjaciele. Bajki 5 minut przed snem, Feluś i Gucio poznają emocje, Mały Miś idzie do przedszkola, Mały Miś chce siusiu, Mały Miś chce mieć i już!, Gdy smok się wprowadza.

Młody nadal sam dokonuje bardzo świadomego, przemyślanego wyboru kilku bądź jednej pozycji do wieczornego czytania. Sięga pozycje dawno nie czytane, co do których zastanawiałam się, czy ich czas już nie minął i czy ich nie oddać lub sprzedać. Wybiera też książki, po które wcześniej nie sięgał i nie chciał ich czytać. Repertuar literacki zrobił się nam zatem naprawdę szeroki 🙂 To dobrze, choćby z tego względu, że nie zasypiam z nudów czytając Pierworodnemu po raz setny tę samą książkę 😀

W październiku zdecydowanie więcej czasu spędziłam na serwisach streamingowych niż nad książką 😉 Tak jakoś dziwnie wyszło w tym miesiącu, ale może zwyczajnie w końcu jest co oglądać, a może tylko zmieniło się moje nastawienie 😉 Skończyłam kontynuację Criminal UK i The Boys, zaczęłam Na poboczu i Fosse Verdon, obejrzałam Proces Siódemki z Chicago oraz najnowszą Rebekę. Polecam wszystko bardzo gorąco za wyjątkiem ostatniej pozycji… Zdjęcia są cudowne, kostiumy też, ale jest to tak koszmarnie nudne i źle zagrane (z wyjątkiem Kristin Scott Thomas), że należy o tym filmie zwyczajnie zapomnieć. I wrócić do Hitchcocka 😀 Co do książek, kontynuowałam lekturę Wojennej korony Elżbiety Cherezińskiej, zaczęłam przygodę z Wiedźminem. Cóż, pierwszy tom opowiadań rzuciłam w kąt po kilkudziesięciu stronach. Kiedyś już go czytałam i niestety zraził mnie do całego cyklu. Tym razem się nie poddałam i sięgnęłam po pierwszą powieść z serii – póki co, jest dobrze 😉 Wróciłam też, po ponad dwuletniej przerwie (w zasadzie od urodzin Młodego) do lektury moich ulubionych magazynów Country Living UK i The English Home. Trochę to odskocznia od codzienności (zwłaszcza tej dzisiejszej, epidemicznej), a trochę takie marzenie o zupełnie innym życiu w zupełnie innym miejscu na Ziemi. Póki co niespełnione, ale kto wie… Życie w końcu potrafi zaskakiwać 😉

Plany na listopad? Chyba przede wszystkim, nie zwariować. O chorowaniu nie wspomnę. Kiedy zaczęłam pisać podsumowanie, miałam w planach kolejne podejście teatru (skoro w październiku się nie udało), ale do czasu ukończenia okazało się, że teatry zostają zamknięte. W zasadzie zdecydowana większość miejsc będących źródłem jakiejś rozrywki dla Dżordża zaczyna być niedostępna, bądź ze względu na obostrzenia, bądź przez wzgląd na warunki pogodowe. Listopad na razie jest pod tym względem dość modelowy. Dlatego zaczynam żyć w przeświadczeniu, że niedługo znów przyjdzie mi kombinować i wymyślać, jak tu zapewnić dziecku rozrywkę, jakieś zajęcie, walczyć z jego nudą i własną frustracją, połączyć coraz częstszy home office z opieką nad maluchem. Dla wielu z Was nie jest zapewne niczym nowym i nadzwyczajnym… Co nie poprawia jednak mojej własnej sytuacji. Ale żeby nie kończyć tego wątku pesymistycznie – może macie jakieś własne patenty? 😉

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.