Podsumowanie lutego 2021, nie tylko na blogu

Trudno uwierzyć, że dziś – 7 marca 2021 – zaczyna się trzeci rok mojego blogowania 😉 Muszę przyznać, że nie sądziłam, że tyle w tym wytrwam 😀 A tak jakoś szybko i gadko mi się przez te dwa lata pisało, oby tak dalej. No to teraz podsumuję luty, który był u nas dość intensywny. A nigdzie nie wyjechaliśmy, nawet do Zakopanego 😀

W lutym 2021 opublikowałam 8 wpisów, z których pięć najchętniej czytanych to:

Zestawienie 5 najchętniej czytanych wpisów z ostatnich 6 miesięcy przedstawia się następująco:

Jak już wspomniałam, był to dla nas miesiąc wyjątkowo aktywny. Tuż po tym, jak nastąpiło kolejne w tym pandemicznym szaleństwie poluzowanie obostrzeń, udało mi się zapisać Młodego na warsztaty twórcze dla dzieci w wieku 3-5 lat – 3, 4, 5 W MUZEUM SIĘ WKRĘĆ! – organizowane przez Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Póki co, udało nam się dostać tylko na jedno wydarzenie (temat przewodni Ziemia), liczba miejsc z powodu Covid jest mocno ograniczona, a zainteresowanie spore (czemu trudno się dziwić). Młodemu raczej się podobało, choć uczestniczył w warsztatach bardziej na własnych zasadach 😀 Nie do końca chciał robić, to czego “wymagano”, najchętniej cały czas kopałby w piasku albo dorwał się do regału z różnymi akcesoriami i zabawkami. Po części to zapewne kwestia wieku, ale nie wykluczam, że charakter też ma z tym coś wspólnego 😀 Ale pyta kiedy będą kolejne, więc chyba było ok i chyba warto przed pójściem do przedszkola nieco go “ucywilizować” 😉

Moim kolejnym osobistym sukcesem było zarezerwowanie biletów do teatru. Była to nasza druga wspólna rodzinna wizyta w tym przybytku. Również i tym razem odwiedziliśmy łódzki teatr Arlekin. W dużej mierze to kwestia godziny, o której spektakl był grany – mianowicie o 16.00. Tutaj taka wstawka może nie do końca na temat, ale naprawdę się zastanawiam, dlaczego większość aktywności dla dzieci w wieku przedszkolnym i młodszych organizowana jest w okolicach południa – czy to nie jest przypadkiem czas odpoczynku w instytucjach edukacyjnych dla takich maluchów?

Wybór padł na Złotą rybkę. Pierworodnemu ponownie wizyta w teatrze przypadła do gustu, choć trochę bał się pod koniec sztuki (jak większość dzieciaków zresztą), kiedy zaczął się sztorm, zrobiło się głośno itd. Fascynowało go dlaczego aktorzy są na boso – zresztą stopy to jakiś fetysz mojego syna, nie ma znaczenia, czy to stopy żywych ludzi, manekinów, czy też obrazki w książce 😀 – dlaczego pani (czyli żona rybaka) tak krzyczy i czemu tak często go bije… No, w sumie to dobre pytania… I materiał do dyskusji z dzieckiem.

Udało nam się zrealizować nasze muzealne plany. Odwiedziliśmy najpierw Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi. Cóż, naprawdę liczyłam na to, że będziemy się tam dobrze bawić. Tym bardziej, że oboje z Panem Mężem uwielbiamy muzea. Niestety miałam wrażenie, że od czasu mojej ostatniej wizyty w tym miejscu w czasach podstawówki jakoś zaskakująco niewiele się zmieniło. Ale może to tylko pamięć płata mi figle…

W muzeum znajdziemy trzy wystawy stałe – archeologiczną, etnograficzna i numizmatyczną. Ekspozycje opisane są raczej słabo, trudno w jakiś specjalny sposób pogłębić swoją wiedzę. Zwiedzenie z Młodym zajęło nam niecałe pół godzimy. Gdybyśmy byli sami, z dokładnym czytaniem wszystkiego pewnie bylibyśmy dwa razy dłużej. Multimedia nie działają – nie wiem, czy dlatego, że popsute, czy z powodu COVID. Jedyny element sensoryczno – interaktywny to pojemniki ze zbożem, cała reszta muzeum w stylu “oglądaj z odległości metra lub przez szybkę, nie dotykaj niczego”. Mimo wszystko Młody twierdził, że mu się podobało. Może i tak, nam zdecydowanie mniej.

Zdecydowanie lepiej wypadła nasza wizyta w Muzeum Miasta Łodzi. Jest to z pewnością muzeum po pierwsze, bardziej przystające do realiów XXI wieku i tego, jak wyglądają obecnie muzea w innych częściach świata, a po drugie, muzeum bardziej przyjazne dzieciom, nawet tym najmłodszym.

Na szczęście nie jest to już miejsce, gdzie odwiedzający może tylko patrzeć i podziwiać, ewentualnie czytając tabliczkę z opisem. Muzeum stało się zdecydowanie bardziej interaktywne, są rzeczy, których można dotknąć, posłuchać, a to dla najmłodszych chyba największa frajda.

Oczywiście nie obyło się też bez wizyty w ZOO, w związku z nieco wyższą temperaturą panującą na dworze w drugiej połowie miesiąca 😉 Niestety, nadal nie udało nam się zobaczyć lwa. Co na to mój syn? “Ehhh, znowu nie ma lwa, mama będzie zła” 😀

Sanki chwilowo wypadły z łask. I mam tu na myśli okres, kiedy jeszcze był śnieg 😀 Młody pokochał rower i zsiada z niego dopiero wtedy, kiedy nie ma siły jechać dalej. Czyli zazwyczaj po godzinie jazdy.

Tekst miesiąca ‘Serio?! Znowu wielcą, niedobre ludzie! Tylko wielcą i wielcą…” To a propos remontu za ścianą, który ciągnie się już kilka miesięcy i końca nie widać…

U Młodego pojawiła się faza słowotwórstwa i mówienia we własnym, póki co, zrozumiałym tylko dla niego języku 😉

W kwestii umiejętności praktycznych, Młody coraz lepiej radzi sobie z nożem, jest w stanie sam sobie pokroić porcje np. placuszków czy omleta na mniejsze porcje, choć jest jeszcze trochę w tym nieporadny. Próbuje sam zdejmować niektóre elementy garderoby (ma tu nawet spore sukcesy), a nawet zakładać niektóre ubrania. Wychodziłoby mu to zdecydowanie lepiej, gdyby tak się nie irytował. A irytuje się bardzo szybko. Powoli wracamy do nocnikowania, choć nadal borykamy się z problemem zatwardzenia. Jest lepiej, ale najwyraźniej bez lekarza się nie obędzie, więc mamy już umówionego gastrologa…

Jednym z hitów miesiąca była kasza. Młody normalnie kasze pokochał miłością wielką i jest wstanie spędzić na zabawie z jej użyciem dobrą godzinę. A więc zdecydowanie dłużej niż mnie zajmuje doprowadzenie mieszkania do porządku i stanu używalności po jej zakończeniu. A zatem jest to transakcja zdecydowanie opłacalna, zwłaszcza, że jest w stanie przez długi czas bawić się nią sam.

A to u niego nowość, która na większą skalę pojawiła się dopiero w tym miesiącu. Wcześniej w zasadzie sam się nie bawił, zawsze musiał mu ktoś towarzyszyć, i to aktywnie. Teraz w końcu jest szansa na poczytanie książki chociaż przez 15 minut, kiedy Pierworodny jest zajęty swoimi sprawami 🙂 Czyli najczęściej kaszą, która ma naprawdę wszechstronne zastosowanie 🙂

Dużym zainteresowaniem cieszyły się w lutym “zajęcia plastyczne”. Młody pokochał kredki, zaczął dużo rysować i próbuje swoich sił w kolorowaniu – tu hitem były aktywizujące książeczki o Jadzi Pętelce.

Spodobały mu się również zdrapywanki, które niedawno odkryłam. Udało mi się znaleźć takie dedykowane dzieciom w wieku 3+ 🙂 Pierworodny do zdrapywania używał zarówno własnych paznokci, jaki i dołączonego patyczka. Ostatecznie uznał, że patyczek jest jednak lepszy 😀

Młody chętnie sięgał po klocki Duplo i różne figurki (w tym zwierząt), a także wyjątkowo często po grę Pucio. Gdzie to położyć. Robiliśmy sobie także nasze zapachowe sesje. Jak zawsze na topie była zabawa w kuchni oraz pojazdami, przy czym ta ostatnia nabrała nowego wymiaru.

W lutym Młody odkrył bowiem na YouTube kanał kogoś, kto szuka różnych pojazdów w naprawdę różnych miejscach: na trawniku, w krzach, w błocie etc. Strasznie mu się to spodobało i poprosił nas, abyśmy mu schowali jego autka w mieszkaniu, tak by mógł ich szukać. Po czym biegał po całym mieszkaniu wyposażony w koszyk zakupowy i latarkę i poszukiwał swoich samochodzików. Od tego czasu zabawa ta na stałe zagościła w naszym repertuarze 🙂 Choć nie ukrywam, trochę trudno jest wymyślać nowe skrytki w zasięgu wzroku i ręki trzylatka po prawie miesiącu zabawy 🙂 Ale Młody ma z tego ogromną frajdę, bardzo się koncentruje, zastanawia, gdzie jeszcze mogliśmy mu te resoraki schować. W sumie to fajna, bardzo rozwojowa zabawa. A kiedy kryjówka wyjątkowo mu się podoba nagradza nas komplementem – “ale dobze to autko schowałaś/eś, hehe”.

Co do książek, Młody nadal chętnie czytał Co się zdarzyło w piórniku, często wybierał też Psi Patrol. Pasażer na gapę, inne lektury z naszej biblioteczki były bardziej jednorazowymi wyborami 😉 To jednak nie dotyczy nowości, których w ubiegłym miesiącu było u nas sporo, w większości “strasznych” 😀

Młodemu bardzo spodobała się ta książkowa odmiana, polubił zwłaszcza Kolację z duchami, Alberta i Ducha z butelki. Być może nowa tematyka książek spowodowała zainteresowanie halloweenowymi klimatami w ogóle – zaczął wybierać odcinki bajek, a muzycznym hitem, którego jesteśmy w ostatnim czasie zmuszeni słuchać kilkadziesiąt razy dziennie jest Halloween Song z programu Blippi’ego. Ma to chyba po mnie – też jestem w stanie słuchać tej samej piosenki non stop przez kilka dni/tygodni lub oglądać ten sam film/serial do znudzenia… No ale to już inna historia. No i ja nikogo nie zmuszam to podzielania mojego entuzjazmu 😉

W lutym sporo obejrzałam 🙂 Skończyliśmy z Panem Mężem drugi sezon Staged (o pierwszym możecie przeczytać TU), Hobbs & Shaw (prawdziwe guilty pleasure – absurd goni absurd, ale w dzisiejszych czasach to naprawdę kino pierwszej potrzeby 😀 ) oraz Obywatela X (film mocno się zestarzał, ale Donald Sutherland jak zawsze doskonały), jesteśmy w trakcie WandaVision (widać potężny budżet, grosza nie skąpiono, fabularnie jest coraz lepiej, po dość nudnym początku, i jestem naprawdę ciekawa, jak się ta historia dalej potoczy). Skończyłam, niestety, Mroczne materie i tęsknię już za kolejnym sezonem, zaczęłam nowego Cormorana Strike’a (z żalem stwierdzam, że nieco nudniejszego niż poprzednie sezony), obejrzałam też wreszcie nową wersję Pięknej i Bestii (zabierałam się za to chyba z rok) i do tej pory zastanawiam się, dlaczego odtwórcy tytułowych ról tak bardzo mi do nich nie pasują. I dlaczego jednak wolę kreskówkę. Aby nieco od tych poważnych rozważań odpocząć sięgnęłam po dawno nie widziane ShakespeaRe-Told. The Taming of the Shrew, znacząco poprawiając sobie humor i przypominając jednocześnie jak niesamowitym aktorem jest Rufus Sewell. Jeśli chodzi o książki, skończyłam fantastyczną Asteroid i półkotapczan. O polskim wzornictwie powojennym Katarzyny Jasiołek, a zaczęłam Historię mody. Od krynoliny do mini Irmy Koziny.

Marcowe plany to przede wszystkim kolejne wizyty w muzeach i teatrze, o ile nam ich znowu nie pozamykają. No i oczywiście zorganizowanie Młodemu urodzin 😉 Już trzecich. Rany, jak to szybko zleciało… A dopiero co się urodził 😉 Na szczęście prezenty już ogarnięte i tort zamówiony 😀 Czyli najważniejsze za nami 😉 No zorganizowane mu wielkanocnego poszukiwania jajek i zajączków. Bardzo mu na tym zależy 😉

A jak Wam minął luty?

Jeśli podobał ci się ten wpis skomentuj go, zalajkuj na fanpejdżu, udostępnij dalej lub polub mnie na FB 🙂 Dziękuję, poczuję się doceniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.